Sierpień 20 2018 16:32:43
Nawigacja
· Regulamin forum
· Regulamin PZW
· Strona główna
· Forum wędkarskie
· Kontakt
· Szukaj
· Dla zalogowanych
· Administracja
· Prognoza pogody
Wędkarstwo
· Rekordy na pierwszy plan
· Ogólne
· Gruntowe
· Karpiowe
· Spławikowe
· Muchowe
· Spinningowe
· Podlodowe
· Morskie
· Opowiadania
· Gatunki ryb
· Jak złowić
· Łowiska wędkarskie
· Inne
· Wędkarska szkoła
Warto zerknąć
· Artykuły
· Sprzęt wędkarski
· Galeria i tapety
· Sklepy wędkarskie
· Statystyki strony
· Wymiana linkami
· Site map
Toplista rekordów wędkarskich
· Internetowe rekordy Polski
· Rekordy strony
Toplista
· Amur
· Bass
· Belona
· Boleń
· Brosma
· Brzana
· Certa
· Czarniak
· Dorsz
· Głowacica
· Halibut
· Jaź
· Jelec
· Jesiotr
· Karaś pospolity
· Karaś srebrzysty
· Karp
· Kleń
· Krąp
· Konger
· Leszcz
· Lin
· Lipień
· Łosoś
· Miętus
· Molwa
· Okoń
· Płoć
· Pstrąg Potokowy
· Pstrąg Tęczowy
· Pstrąg Źródlany
· Rdzawiec
· Rozpiór
· Sandacz
· Sieja
· Sum
· Szczupak
· Świnka
· Troć
· Węgorz
· Wzdręga
· Zębacz
Przyklej zdjęcie.
Wejdz na strone Kliknij Kliknij na : eigenes Bild anbringen Wybieramy zdjęcie z dysku. Nastepnie zaznaczamy: Ich bestätige...... Wpisujemy adres strony: Link ..... I klikamy na : Auf die pinnwand
Zobacz temat
 Drukuj temat
Zawody wędkarskie
gruncik28
Witam. Chciałbym opisać zawody o tytuł Mistrza Polski kategorii kadetów i u-18, które odbyły się na zalewie w Szymanowicach. Już na wstępie wspomnę, że nie poszło mi za dobrze a jest to wina moja, mojego opanowania emocjonalnego i niewątpliwie skisłych konopi.
Dnia 07.06.2012 dojeżdżamy na miejsce z ojcem i trenerem. Po dość długiej trasie jaką pokonaliśmy (niemalże 500km) byliśmy zmęczeni tym bardziej, że całą noc nie spaliśmy. Nie wiem czy to sprawka stresu, emocji czy kawy z Orlenu. Mimo to od razu zabrałem się do mieszania moich specyfików ciekaw czy to co przeczytałem na temat pływających w tej wodzie rybek naprawdę jest możliwe. Po godzinie gotowy do łowienia powiedziałem Bogusiowi żeby "odpalił" stoper. Zanęciłem, no i się zaczęło. Wjazd, siedzi, wjazd siedzi, wjazd... i tak przez 3 godziny odławiałem skutecznie i konsekwentnie płotki o rozmiarach od 10 do 17cm. Byłem zdumiony tym, jak wiele ryby jest w tym łowisku. Niestety utrapieniem były niewymiarowe jazie, które często nie zwracając uwagi można było pakować do siatki, wtapiając się w rutynę odławiania płotek, dlatego bez wątpienia ważne było oglądanie każdej rybki. No cóż, pora zważyć to co udało mi się w tym czasie złowić. Wysypuje swój dorobek do kosza podbieraka, patrzę i widzę 6.100. Chwila, trzeba jeszcze odjąć wagę siatki. Wychodzi że w 3h złowiłem 5.900 drobnej płotki. Całkiem nieźle, lecz wiem iż z tej wody można wyciągnąć jeszcze więcej łowiąc bonusy w postaci jazi, tylko jak się do nich dobrać? Zobaczymy. Mam 2 dni do wypróbowania kilku skutecznych moim zdaniem sposobów na tę rybę. Przeszliśmy jeszcze wałem, aby zorientować się jakie wyniki porobili inni zawodnicy. Wyniki były różne. Od 2 do 5 kilo, kilka osób miało ponad 5, ale to tylko garstka. Jeden zawodnik miał ponad 7 kg, zbudowane dzięki jaziom, złowił ponad 10 wymiarowych. Kurde, powiedziałem sobie w myślach. Jeśli tak będzie dalej, to nie ma szans go przeskoczyć. ( Jak się później okazało, ten chłopak został Mistrzem Polski). Pojechaliśmy gdzieś na miasto w celu zjedzenia czegoś ciepłego, a po powrocie z powrotem trening. Tym razem usiadłem w miejscu o wiele głębszym oddalonym od poprzedniego o około 200m. Tutaj było zdecydowanie głębiej. Poprzednio miałem 1.8m wody a tam było ponad 3 metry. Wiedziałem już na początku, że tutaj nie będzie kolorowo. Tak też było. Ryby zdecydowanie mniej. Przez 3h udało mi się wyciągnąć zaledwie 3kg, co w porównaniu z poprzednim wynikiem jest niczym. Podczas łowienia próbowałem wielu sposobów na jazie, lecz udało mi się złowić tylko 3 wymiarowe sztuki, ale jak wiadomo i to było pewnego rodzaju sukcesem, gdyż już zaczynałem rozumieć jak trzeba tym rybom zagrać, aby im się to spodobało. Następnego dnia z ustaloną taktyką ruszam na oficjalny trening. Polosowałem nieciekawie, prawie to samo miejsce co wczoraj. Lipa, myślę sobie. Przygotowałem wszystko zgodnie z ustaleniami i ciach, jedziemy. No niestety, dzieje się to samo co wczoraj z tym że łowię 5 wymiarowych jazi. To już sukces, albo i fart, sam już nie wiem. Po zakończeniu wielkie ważenie. U mnie jest 3.800, boki mają niecałe 3. Wyniki rosły wraz z zmniejszaniem się głębokości. Na jednym końcu wyniki wahały się w granicy 3kg a na drugim 5kg. Jest różnica. Specyfiką tego łowiska jest to, że z każdego stanowiska można wygrać pod sektor. Trzeba tylko chodzić jak szwajcarski zegarek. Na dobitkę mojej "taktyki" na jazie dowiedziałem się, że chłopak, który poprzedniego dnia miał 10 jazi, dziś natrzepał ich ponad 20. Trudno, przynajmniej wiemy kto wygra zawody.
09.06.2012
Rano wsiadamy do auta i jedziemy na łowisko. Mamy do pokonania 30 km, więc mam trochę czasu, żeby się zrelaksować słuchając muzyki i do końca poukładać sobie w głowie taktykę jaką przygotowaliśmy wieczorem. Po drodze jeszcze kawka, 2 energy shoty a po chwili już widać piękny zalew w Szymanowicach. Od razu zabieram się za rozrobienie zanęty. Jest godzina 7.00 więc do kontroli zanęt mam jeszcze ponad 2 godziny. Gdy byłem już gotowy zauważyłem, że wszyscy zawodnicy a raczej ich trenerzy zaczynają rzucać "mięsem" wsiadają do aut i jadą w kierunku biura zawodów oddalonego o ~500m. Z początku nie wiedziałem o co chodzi, ale po chwili już wiedziałem, że organizatorzy postanowili ułatwić sobie życie i losowanie stanowisk zamiast w sektorach indywidualnie, zrobili komputerowo w biurze. No cóż, trochę nie fair postąpili wobec zawodników, ale na każdych zawodach musi być coś nie tak, to chyba już rutyna w Polsce. Po zaczerpnięciu wiedzy od pewnego trenera, który komunikując się ze znajomym będącego przy biurze informował kolejno pytających go zawodników, jakie stanowisko wylosował im komputer dowiaduje się, iż przypadł numerek 73. Jak się później okazuje, przedostatnie w pod sektorze. No nic, ustawiamy auto pod wałem, przenosimy graty przed obszar oznaczony jako numer 73 i czekamy na sygnał, pozwalający zawodnikowi wejść na stanowisko .W międzyczasie dowilżam ostatecznie zanętę i zagaduje się z sędziami, którzy okazują się być jedną z niewielu pozytywnych cech jaką można dopisać organizatorom. Tak pochłaniając się opowieści o metrowych szczupakach, karpiach w przedziale 15-20 kg i podobnej wielkości amurach, okoniach 40cm łowionych na boczny trok i przyłowie w postaci piranii, nastaje mnie pierwszy sygnał. Mocuje kosz za pomocą linek, gdyż łowimy na betonowym wale pochylonym ku wodzie pod kątem ok 60*, rozkładam topy i już widzę komisję kontrolującą zanęty. Kiedy okazuje się, iż mam wszystko zgodnie z regulaminem, zabieram się za gruntowanie. Mam jakieś 180cm wody, całkiem nieźle. Po chwili dopinam wszystko na ostatni guzik i zabieram się za lepienie kul. Sygnał nęcenie. Dookoła słychać wielki plusk ja staram się umieścić zanętę w jak najmniejszym obszarze i jak nigdy udaje mi się to niesamowicie precyzyjnie. Łowienie. Od samego początku jest ryba. Tempo łowienia mam bardzo dobre, widzę to zerkając od czasu do czasu na sąsiadów. Tylko cały czas zastanawiam się, gdzie są jazie? Jest. Po niespełna dwóch godzinach mam pierwszego bonusa. Słabo, myślę. Łowię cały czas tak samo, donęcam systematycznie co 15 minut, lub gdy widzę, że brania nieznacznie są rzadsze. W pewnej chwili, nie pamiętam dokładnie która to była godzina, minuta, wypada mi z ręki płotka, taka 30g. K***a rzekłem pod nosem, penie się to zemści. Do końca łowię takim tempem jak na początku, choć zaczynam odczuwać zmęczenie spowodowane doskwierającym upałem, lecz na szczęście Boguś siedzi z butelką wody i gdy tylko mam wolny ułamek sekundy biorę w pośpiechu 2-3 łyki. Koniec. Ostatni sygnał tego dnia. Ważenie zaczyna się od końca, to znaczy, że będę jako drugi sprawdzał swoje trzy-godzinne wypociny. Pierwszy wynik to coś w granicy 3,5kg. Nie zagrozi mi, pomyślałem. Niosę swoje ryby, przesypuję do wiadra.... zapewne obserwatorzy mogli dostrzec radość na mojej twarzy, gdy na ekranie wyskoczyła liczba 5330. Dostrzegłem zaniepokojone, przenikliwe chcące mnie zniszczyć spojrzenia trenerów otaczających komisję wagową. Kiedy już prawie się spakowałem, widzę zdenerwowanych ludzi idących w moim kierunku. Jak się okazało, waga się zepsuła na przedostatnim zawodniku w pod sektorze i musimy ważyć od początku. No trudno, myślę sobie, choć będę mógł iść razem z grupką trenerów, zawodników i z niepokojem spoglądać na siatki wyciągane z wody. Czekaliśmy z 20min zanim sektor kadetów zakończył ważnie. Od nowa stres z tym, że byłem już spakowany i tylko siatka z rybami została na stanowisku. Niestety, tym razem waga pokazała o 15g mniej, czyli ostatecznie kończę rywalizację z wynikiem 5315g. Przez kolejne 6 stanowisk nikt nie dobił nawet do 5kg. Aż do czasu kiedy zobaczyłem, że w siatce znajduje się praktycznie tyle samo ryb co w mojej. Zaniepokojony spoglądam na ekran i... jest o 10g więcej niżu mnie! To niesamowite. Przegrywam płotką, którą miałem w dłoni... Emocje sięgają zenitu. Jeszcze ciekawiej zrobiło się, gdy zobaczyłem „króla jazi” w moim pod sektorze. Jest lipa, pomyślałem. Już kiedy niósł siatkę zdążyłem dostrzec 6 sztuk. Miał ich niestety wiele więcej. Ostatecznie na ekranie wyświetliła się liczba 6650. Jestem 3 w pod sektorze. Trochę zamyka mi to drogę do wymarzonego pudła, lecz wszystko jeszcze się może zdarzyć. Wszystko zależy od losowania. Jedziemy do biura, jemy coś ciepłego. Po chwili komisja wywiesza wyniki. Nie idzie się dopchać. Odczekuję chwilę aż tłum się rozejdzie. W końcu moim oczom ukazuje się klasyfikacja indywidualna. Jadę powoli w dół. 6...7...8...9 jest! Udało się zmieścić w dziesiątce. Pozostaje niedosyt, gdyż jedną płotką mogłem się uplasować na pozycji piątej. No cóż, pech. Odrobinę podłamany tym co zrobiłem przyjmuje gratulację od Bogusia. Ale za co? Myślę sobie. Przecież w takich zawodach liczy się pierwsza piątka zawodników. No cóż, jedziemy na obiad. Apetyt nie dopisuje, zaczynam mieć wyrzuty sumienia. Boguś mnie pociesza mówiąc, że i tak jestem w czubie. Lecz moje ambicje są odrobinę większe. Może niektórym się wydaje, że 9 miejsce w kraju to wyczyn, lecz dla mnie, znającego swoje możliwości, to trochę za mało. Na dobitkę dnia, może raczej wyjazdu wieczorem coś mnie natknęło na otworzenie słoików z konopiami. Okazało się, że wszystkie skisły. Masakra. Gdybym wiedział, że dzięki nim jutro wygram, a nie mam ani ziarna dobrego, pojechał bym do domu. Zabrałem się do płukania. Po dwu-godzinnym męczeniu kilku słoików, które się jako tako nadawały i całonocnym moczeniu w wodzie na zimnym balkonie udało mi się uratować około 0,5l konopi. Cóż z tego, gdy nie mam wywaru pozyskanego z gotowania a nie wziąłem ze sobą suchych ziaren. Załamany na maksa, poszedłem spać.
10.06.2012
Obudziłem się w grobowym nastroju. To już nie te same emocje, co wczoraj. Dziś byłem pewny porażki, bez konopi. Co prawda to umiejętności wędkarza się liczą, ale ja wiedziałem, że ryba w tym akwenie zachowuje się jak w amoku pod wpływem tych ziaren. Trudno, muszę dać z siebie wszystko i jeszcze troszkę więcej. To samo co wczoraj, kawa, 2 energy-shoty,zanęty graty przed stanowisko. Z tym, że przypada mi miejsce przesunięte o sześć oczek w lewą stronę. Dodatkowo w moim pod sektorze lądują trzej zawodnicy z "jedynkami" i sześciu chłopaków z kadry narodowej. Sędziowie na początku orzekają ten pod sektor, pod sektorem "śmierci". Już wiedziałem, że powalczyć to zbyt wiele nie mogę, tym bardziej, że "jaziowiec" siedział zaledwie dwa stanowiska w lewo. Wola walki opuściła moje ciało. Łowiłem to samo co wczoraj, ta sama taktyka, lecz bez tego "kopa", który poprzedniego dnia poganiał mnie mówiąc "dobrze to robisz, ale rób to dwa razy szybciej". Do tego wszystkiego wmieszały mi się w łowisko okonki, ledwo wylęgnięte, o wymiarze nie wspomnę. Odławiając te małe pipiduchy straciłem dobre 30min. Dopiero później się ich pozbyłem. Lecz i tak nie uda mi się nadrobić takiej straty czasowej, gdy ja się użerałem z okoniami a reszta odławiała płotki a "jaziowiec", jazie. Koniec, koniec Mistrzostw Polski. Wściekły na siebie i na okonie zaczynam się pakować. Wiem, że to co mam w siatce nie pozwoli mi być przynajmniej w pierwszej 3 pod sektorowej. No cóż, zdążyłem się spakować, zrobiłem to dwa razy szybciej niż poprzedniego dnia. Podchodzą do mnie Boguś z ojcem i wiadomi na to jak zareaguje oznajmiają, iż jestem 7 w pod sektorze... No niestety, próbowałem. Ogarnęła mnie niesamowita nienawiść do samego siebie. Wiedziałem, że gdyby nie ta płotka z wczoraj i pół godziny z okoniami dzisiaj, stał bym na pudle... W milczeniu wsiadłem do auta. Jedziemy do biura zawodów. Jemy coś ciepłego, ja w głowie próbuję pozbierać myśli. Boguś pociesza mnie cały czas, mówiąc, że to i tak bardzo dobrze jak na pierwszy raz, ale ja i tak wiem swoje. Za niespełna 30min sędziowie wywieszają wyniki. Szukam siebie i jest 16 miejsce ogólne. Trudno, myślę sobie, każdy może mieć gorszy dzień, spadek formy, czy po prostu skisłe konopie w słoiku. Kierując się do samochodu, widzę idącego "króla jazi" który bezkonkurencyjnie wygrał te zawody. Rozebrał się do slipek i z ręcznikiem idzie w kierunku zalewu z uśmiechem na ustach. Wiadomo, tradycja, Mistrz Polski kompie się w łowisku, na którym wygrał, pokonał wszystkich. Może i mi będzie dane w przyszłym roku, czy kiedykolwiek iść w slipkach i ręcznikiem na ramieniu w kierunku łowiska na którym wygrałem, pokonałem wszystkich pretendentów do tytułu Mistrza Polski? Zobaczymy. W powrotnej drodze przyjąłem do siebie to co się stało. Już nie miałem żalu do siebie, po prostu to jeszcze nie czas na ten tytuł, w końcu " mistrzem się nie jest, mistrzem się bywa".
Czytając to co napisałem, zapewne większość z was pomyśli "ten dzieciak po prostu nie potrafi przegrywać". Otóż wbrew pozorom to nie jest prawda. Przyczyną mojego rozczarowania jest to, że za bardzo chciałem, nastawiłem się na to, że podołam wyzwaniu, a jednak zawiodłem samego siebie i dlatego to tak przeżywałem. Dziś, choć minął dopiero tydzień wiem, że to było głupie zachowanie i nie ma się co załamywać, trzeba trenować, trenować i jeszcze raz trenować, żeby w przyszłym roku stanąć na tym wymarzonym pudle.
 
gatun0
Nie pozostaje nic innego jak pogratulować zajętego miejsca, i życzyć pierwszego na następnych zawodach.
 
wedkarz2309
W sobotnie, wczesne popołudnie, wybieram się wraz z kolegą , do Marka (właściciel sklepu wędkarskiego, w którym najczęściej robię zakupy), aby, zanim zamknie sklep, zrobić zakupy na zbliżające się wielkimi krokami, Gruntowe Drużynowe Zawody Nocne. Glinę miałem już wcześniej od Pawła Grunta (gruncik28), którego z resztą poprosiliśmy o zrobienie listy zakupów, a także udostępnienie swoich wiader, sit, dużej siaty (aby ryby mogły w jak najlepszej kondycji wrócić do wody), itd. Innymi słowy - były to moje pierwsze w życiu zawody (w GDZN, wystartowałem także dwa lata temu, jednak było to podejście, jak do łowienia na co dzień, tj. cel: duża ryba), do których postanowiłem przygotować się jak najlepiej i sprawdzić, w jakim w stopniu, i czy w ogóle, jestem w stanie rywalizować z tymi najlepszymi z naszego koła, którzy startują w zawodach od lat i specjalizują się w budowaniu wyniku drobnicą. Odławianie małych rybek, mogłoby się wydawać banalne, jednak nigdy w życiu, nie ustawiałem się za drobnicą (zdecydowanie wolę poczekać na większego i silniejszego przeciwnika) i stąd moja ciekawość, jak sobie poradzę, była dodatkowo ogromna.

Zakupy zrobione, jedziemy więc do (i po) Pawła, który pomaga nam w ostatnich przygotowaniach do zrobienia odpowiedniej zanęty. Jak się okazuje, kupiliśmy zanętę o 2-3 klasy niższą, niż powinniśmy - tak to jest, jak się robi zakupy w pośpiechu i na ostatnią chwilę. No trudno, "Gruncik", wyciąga ze swojej niezliczonej ilości dodatków, jakieś tajne płyny, aby możliwie, "dopalić" zanętę.

Bierzemy, co potrzebne i jedziemy do kolejnego uczestnika zawodów, a jednocześnie naszego kolegi - Pawła Krzywańskiego (jokeras). Nie mamy w aucie miejsca, aby się z nami zabrał, ale bierzemy część jego rzeczy, aby mógł przyjść na miejsce zbiórki, z możliwie lekkim bagażem.

Nad wodą jesteśmy ok. godz. 16. Są już dwa auta. Jest sędzia, a także Pan Włodek, który będzie w parze z kolegą, który za chwilę ma dojść. Jedziemy nieco niżej, aby na spokojnie zrobić zanęty, porobić nowe zestawy, itd. Trwa to trochę czasu, ale zdążamy i dosłownie minuty przed godz. 17, idziemy na miejsce zbiórki. Gdy dochodzimy, dzwoni do mnie Marek Z., z zapytaniem, czy dojechaliśmy, gdyż organizatorzy dzwonią do niego, że nas nie ma. Ale wszystko się wyjaśnia i już jesteśmy na zbiórce. Dostajemy prowiant, szybkie odczytanie regulaminu, losowanie - Michał wylosował miejsce, gdzie stoi nasze auto - super. Z losowania cieszymy się tym bardziej, że dzień wcześniej, byłem z Pawłem i Przemkiem, na stanowisku poniżej i łowiłem na napływie, więc ten basen, miałem na świeżo "zbadany" i od razu wiedziałem, gdzie będę łowił. Wykonałem X rzutów koszykiem, aby możliwie dokładnie zlokalizować "kolanko" i mieliśmy nadzieję, że jak w dniu poprzednim, tak i teraz, podejdą karasie, które są ciężkie, a co za tym idzie, mogą dać dobry wynik. Druga strona ostrogi, jak na napływ, wyglądała bardzo ciekawie, więc Michał także wysondował sobie miejscówkę i już oboje wiedzieliśmy, z jakim ukształtowaniem dna, mamy do czynienia po obu stronach główki. Wszystko gotowe, do startu jeszcze sporo czasu, więc ostatnie rozmowy z trenerem (myślę, że śmiało mogę Pawła tak nazwać, gdyż właśnie takową funkcję pełnił), który do znudzenia powtarzał, co robić, gdy ryba odejdzie od kul, gdzie, w zależności od pory dnia/nocy, łowić, itd. Wiem, że jest dobry w tym, co robi i potrafi budować piękne wyniki drobną rybą - nie tylko tyczką, mogłem przekonać się o tym, podczas wspólnych wyjazdów z feederami na Odrę, więc ufam mu i bez cienia wątpliwości "wsiąkam" to, co do nas mówi.

Do startu (godz. 19), zostało jeszcze przeszło pół godz., a drużyna, będąca powyżej nas, już wrzuca kule zanętowe do wody. O co chodzi, co jest grane? Nie było żadnego sygnału. Rzucać kule, nie rzucać? Lepiej nie narażać się na dyskwalifikację i czekamy na sygnał. O godz. 18.30, sędzia i jednocześnie uczestnik zawodów, ogłasza trąbką start zawodów. To dezorientuje niektórych i słychać protesty, że do startu jeszcze pół godz. No ok., niech będzie wcześniej start, tylko dlaczego nikt nam o tym nie powiedział? No dobra, sygnał był, więc, przygotowane już wcześniej kule, dogniatamy i rzucamy je do wody. Pierwszy raz to robię i jestem szczerze zaskoczony nad celnością swoich rzutów.
Rozłożone mam trzy kije. Dwa feedery i jednego pickera. Na pierwszy ogień idzie feeder i picker. Brania mam od pierwszego rzutu. Biorą małe, tegoroczne krąpie. Po kilku wyjętych żyletkach, jest na pickerze nieco mocniejsze branie. Po stylu walki, podejrzewam, że jest to gatunek, na który liczę, czyli karaś. Przy brzegu się to potwierdza. Niestety, wypina się. A szkoda, bo miał spokojnie 300 pkt. Michałowi weszły od razu ukleje i wyciągał jedną za drugą. Po kolejnym braniu (tym razem, nie zaciętym), zestaw na pickerze się plącze. Jestem przygotowany na taką ewentualność, więc odkładam go i biorę do ręki drugiego feedera, na którego wyciągam, pierwszego w życiu rozpióra, a po chwili 20kilko centymetrowego karasia. U Michała ciągle brały uklejki, więc szybko przesiadł się obok mnie, ale jak się okazało, niedługo po tym, ryby odeszły całkowicie od zanęty, więc Michał wrócił na swoje miejsce, a ja, "korzystając" z przerwy w braniach, rozplątałem zestaw na pickerze. Niestety, nie udało mi się ponownie sprowadzić ryb w łowisko, a Michałowi weszły krąpie i ok. 30 cm leszcze. Paweł opuścił nas na dłuższy czas (sprawy prywatne), a ja przeniosłem się do kompana, ale było już trochę za późno, gdyż było już ciemno i krąpie przestały tak często brać. Udało mi się wyjąć jedną sztukę. Przez jakiś czas, była zupełna cisza, więc wykorzystaliśmy to, na "własne podnęcenie". Gdy Paweł wrócił, zapytał o wyniki, życzył nam powodzenia i... poszedł spać do auta (w niedziele, zaraz po zawodach, czekał nas wyjazd do Wrocławia). Jeszcze przed północą Michał ma dwa piękne brania, ale w jednym przypadku ryba się nie zacina, a w drugim, strzela przypon - szkoda, bo z pewnością nie były to małe ryby. Drogą sms-ową, jesteśmy na bieżąco, co dzieje się u Pawła Krzywańskiego i Władysława Kubisia. Mają karasia pow. 30 cm. Przed startem widziałem puchar za rybę zawodów - jest piękny i bardzo chciałbym go zdobyć, ale wiem, że jak nie złowię nic większego, to powędruje on do kogoś innego. Nie mam brań u Michała, więc postanawiam poszukać ryb od strony zapływowej. W pierwszym rzucie mam zaczep, ale na szczęście tracę jedynie haczyk. Rzucam więc pickera i biorę się za wiązanie nowego przyponu. Gdy jest gotowy, zamieniam na nowo wędki. Ryby znajduję bardzo szybko i już pierwsze branie, kończy się podebraniem leszcza, który ma ponad 45 cm. Jest dobrze, to będzie dobrych 1000 pkt., a do tego, być może ryba zawodów, która może mi dać ten piękny puchar. Idę do auta, obudzić Pawła, aby pochwalić się i podziękować za rady, których udzielał nam przed zawodami, bo wiem, że bez nich, bym tej ryby nie złowił. Patrzę na godz., jest 20 minut po północy. Po tym leszczu, doławiam jeszcze 3 sztuki, w granicach 35 cm i tym razem decyzja jest natychmiastowa - w międzyczasie Michał przenosi się na zapływ. To są zawody drużynowe, więc na wynik pracują dwie osoby i oboje staramy się zdjąć jak najwięcej tych podleszczaków, bez względu na to, czy są one "u mnie", czy "u niego", a GGP zupełnie nas nie interesuje, gdyż są to jedyne zawody, w jakich planujemy wystartować i kto złowi więcej ryb, jest sprawą absolutnie drugorzędną. Niestety, brania są jedynie na jedną wędkę, gdyż ryby stoją tylko w jednym miejscu, ale dzięki księżycowi, który pięknie oświetlał noc, trafiam w te miejsce, a to kończy się za każdym razem wyjętą rybą. Niestety ta sielanka nie trwa zbyt długo i brania ustają. Dowiaduję się od kolegi, który siedzi dwie główki powyżej, że Pan Włodek, złowił leszcza 50+ cm. Jak na zawody, to ładna ryba, gratulacje, ale... ajć, chciałbym złowić największą rybę. To mnie motywuje jeszcze bardziej. Dodatkowo, gdy zachodzi księżyc, drużyna poniżej, trzykrotnie używa podbieraka. Nie są to duże ryby, ale są. A u nas cisza. Postanawiam więc przejść ponownie na napływ i... już w pierwszym rzucie, mam piękne leszczowe branie, które kończy się wyjęciem największej w tym roku "łopatki". Szybkie mierzenie i wychodzi ok. 57 cm - mam nadzieję, że ta ryba, będzie największą złowioną, podczas zawodów i piękny puchar, będzie nasz.

wedkarstwotv.pl/images/fbfiles/images/Kopia_Kopia_IMG_5824.jpg
Drugi w życiu start w GDZN i drugi raz, ryba zawodów. To się nazywa, mieć szczęścieShock

Przed wpuszczeniem go do siatki, robimy pamiątkowe zdjęcie. Patrzę na godz., jest 2.20. Tym razem nie budzę Pawła, powiemy mu o tej zdobyczy rano. Jest świetnie, te trzy podleszczaki, drużyny poniżej, "chowają" się przy tym jednym. Jest szansa na nie najgorsze miejsce, ale staram się o tym nie myśleć i skupić na łowieniu. Drugi rzut, i kolejna żyletka 30+ cm, ląduje na brzegu. Cieszę się, że wynik robię głównie nocą. Później nie dzieje się zbyt wiele i gdy zaczyna robić się jasno (niespełna 2 godz., do końca zawodów), wrzucamy kule na stronę zapływową, z nadzieją, że wejdą krąpie i dołowimy przez te 2 godz., realnie patrząc, 2-3 kg. Nic bardziej mylnego, raptem kilka krąpików. W między czasie, idziemy obudzić Pawła, aby potowarzyszył nam przez ostatnią godzinę łowienia i zobaczył, jak sobie radzimy/nie radzimy. Michał czeka na krąpie, a ja w tym czasie idę w warkocz, bronić się kiełbiami, które są bardzo małe i biorą zdecydowanie za rzadko, niż bym sobie tego życzył. Niespełna godzinę przed końcem, decyduję się na to, czego bardzo nie chciałem robić. Idę z dwoma feederami na napływ i łupię ukleję za ukleją. Od razu po rzucie są na hakach, ale jakoś staram się to ogarnąć i nie latam po każdej złowionej sztuce do siatki, tylko napełniam wolne wiadro wodą i tam je wpuszczam. Co kilka sztuk, wkładam je do siatki. Pod koniec Michał dołącza do mnie i oboje łowimy uklejki. Tuż przed godziną 7, słychać sędziego, że pozostało jeszcze 5 minut i mam kolejne branie uklejki, ale po ułamku sekundy, szczytówka zaczyna drgać zdecydowanie mocniej. Jak się okazuje, mały sandacz (ok. 40 cm), zaatakował ukleję i się zapiął w samych "nożyczkach". Widziałem relację z zawodów, które także były organizowane na zasadzie C&R i tam liczyły się wszystkie złowione ryby, nawet niewymiarowe. Aby się upewnić, daję go do wody (nie do siatki). Czekam na koniec zawodów, aby móc opuścić stanowisko (dyskwalifikacja, za opuszczenie miejscówki, w czasie zawodów) i doławiam jeszcze kilka uklejek oraz małego bolenia. Kolega łowi m.in., płotkę, która jest fajnym bonusem wśród tych "szprotek". Koniec zawodów. Idę do sędziego, aby się upewnić, co z niewymiarowymi rybami. Muszą być wypuszczone, zgodnie z RAPR, więc sandacz nie idzie do siatki, tylko wraca bezpośrednio do domu.
Czas na warzenie. Najpierw Michał - 1.800 kg. Następnie ja. Ryby skaczą, raz jest pod 5 kg, raz powyżej. W końcu się uspokajają i dajemy 5.000 kg. Ważymy leszcza - 1.700 kg - jestem zaskoczony, że tak mało, ale pytam się i jak na razie, jest to największa ryba, ale do wagi pozostało jeszcze 5 drużyn.
Jak się okazało, mieliśmy drugi wynik, przegraliśmy zaledwie o 0.140 kg, a leszcz, którego udało nam się złowić, był największą rybą zawodów.
Jednak nie zdobyliśmy niczego, zostaliśmy zdyskwalifikowani.

Co pokazały mi te zawody, z punktu czysto wędkarskiego? Osobisty wynik, na tle pozostałych startujących ( łącznie 20 osób ), bardzo mile mnie zaskoczył. Może zabrzmi to nieskromnie (wybaczcie), ale nikt nie zbudował wyższego wyniku ode mnie (Chojnacki Rafał, miał identyczną wagę). Cieszy mnie to tym bardziej, że są to zawodnicy, którzy startują od lat w zawodach i doświadczeniem nie mam prawa się z nimi równać. Nieskromnie także, powiem, że wiem, dlaczego zrobiłem taki wynik. Dla mnie osobiście, niezbyt imponujący, ale jak się okazało, wystarczającyWink


Jeśli ktoś byłby zainteresowany dalszą częścią tekstu (gdzie jest podany powód DSF), to jest ona na forum koła, do którego należę: http://www.klubna...c.php?t=89
Ps. Jeśli ten link nie jest tutaj mile widziany (inne forum), to proszę o jego usunięcieWink


I na koniec wyniki:
http://klubnatura...e_2013.htm

oraz galeria:
http://klubnatura...index.html
 
Labedziak
Nie martw się Mariusz, startujesz w takich zawodach, to musisz się liczyć z nieuczciwymi ludźmi.tdo
Dziwne tylko, że skoro wszyscy wiedza jaki on jest, to jeszcze mu nikt na rozum nie powiedział.Kij
Następnym razem powiedzieć sędziemu, że skoro on startuje, to nikt inny nie będzie łowił i ciekawe kto wygra.
Tylko musicie się trzymać razem, a to niestety nie jest tak łatwo.disa

wedkarz2309 napisał(a):

Ps. Jeśli ten link nie jest tutaj mile widziany (inne forum), to proszę o jego usunięcieWink



Spoko, mi tam nie przeszkadza.ouch
i59.tinypic.com/3492a7t.gif
 
marec-ki
Szkoda Mariusz, że znalazł się taki frajer Smile

Gratuluję mimo wszystko bo jest czego ouch pokazałeś co niektórym, że mają do czynienia z dobrym zawodnikiem i że jeszcze im pokażesz ouch
Zapraszam na BLOG'a

Marec-ki Blog

W sprawach sprzętu zadawajcie pytania na FORUM a nie poprzez PW !!
 
http://marec-ki.blogspot.com/
stan2010
Dla mnie to KPINA z zawodów Kij, jeżeli sędzia bierze /za huha/ udział conf. Dobry wędkarz jest dobry Cool w każdych warunkach Wink.
Pozdrawiam ouch.
fotow Drewniak
 
Semi
Dlatego nigdy nie startowałem i nie będę startował w żadnych zawodach. Łowię ryby dla siebie nie dla pucharów. Nie mam zamiaru się użerać z żadnym żądnym sukcesów niedowartościowanym wędkarzem. Kilka lat temu byłem świadkiem awantury na jakichś zawodach na Kanale Żerańskim. Jazda była nieziemska, klęli się tam i lecieli do bitki, a ja miałem ubaw na całego. Po co to komu potrzebne, nie jestem żądny takich wrażeń. Wink Gratuluję Maniek wyniku, a dziady niech sobie te puchary w dupsko wsadzą. Wink
Człowiek oprócz strawy i wody, potrzebuje też do życia chwili spokoju i kontaktu z naturą, inaczej głupieje.
Semi.
 
michal184
Dokładnie Semi ,kumpel po takiej samej akcji, na zawodach podlodowych,przestał startować w zawodach.
Zawsze należy pamiętać o pochodzeniu, bo to dzięki naszemu otoczeniu w dzieciństwie kształtuje się nasz charakter i dobre serce.
 
wedkarz2309
Widzę, że Paweł (gruncik28) się nie pochwaliłWink
Zrobię więc to, za niego: w tym sezonie, Paweł stanął na pudle MP U-18. Także na podium, ukończył tegoroczne GPP U-18.

Gratulacje Paweł i trzymam za Ciebie kciuki w kolejnych startach!!des
 
Labedziak
wedkarz2309 napisał(a):

Widzę, że Paweł (gruncik28) się nie pochwaliłWink


No widzisz, a szkoda.disa
Gratulacje Paweł, i życzę dalszych sukcesów.Cool
i59.tinypic.com/3492a7t.gif
 
ADi8888
My z kumplem planujemy wystartować w zawodach I Karpiowy Puchar Zagłębia Dąbrowskiego właśnie ruszyły zapisyWink odbędzie się on na zbiorniku pogori 3 w Dąbrowie Górniczej.
 
Karol_Pawelec
A brał ktoś z was udział w zawodach przez fishexperta? Możecie napisać jak to działa? Mają fajne nagrody i zastanawiam się czy nie dołączyć.
 
swiezak
Karol_Pawelec napisał(a):

A brał ktoś z was udział w zawodach przez fishexperta? Możecie napisać jak to działa? Mają fajne nagrody i zastanawiam się czy nie dołączyć.


Przede wszystkim musisz mieć telefon z systemem androida, żeby wgrać sobie ich aplikację (jest darmowa). Później idziesz już na wybrany przez siebie zbiornik i łowisz. Jak coś wyciągniesz to wpisujesz gatunek i wymiary ryby do aplikacji, która przesyła Twoje zgłoszenie do fishexperta. Do wszystkich zawodów jest przygotowana punktacja, według której naliczone zostaną punkty na Twoje konto. Kto uzbiera więcej wygrywa. Proste Wink. Pamiętaj tylko, żeby strzelić zdjęcie każdej złowionej rybie, musi być na nim też miarka w cm żeby potwierdzić Twoje zgłoszenie. Dodam jeszcze, że akurat teraz konkursy się już zakończyły, ale zawsze sam może stworzyć swój Wink
 
Karol_Pawelec
Dziękuję za odpowiedź. Faktycznie trafiłem na aplikacje fishexperta w chwili gdy kończyły się wszystkie oficjalne turnieje. Na próbę zrobiłem swój prywatny, dla znajomych - okazało się że trochę rywalizacji to niezły sposób na wyciągnięcie ludzi z domu Wink
 
wedkarz2309
Jednak się skusiłem. Z zapisaniem się, czekałem do ostatniej chwili, aby mieć "przed sobą", w miarę wiarygodną prognozę pogody (ze spinningiem to bym się mógł pokusić, ale nie lubię łowić feederami w deszczu).

W piątek, 13-go czerwca, tuż przed zamknięciem sklepu, zjawiam się wraz z kolegą w sklepie GRYF, u Marka, w celu zapisania się w "ostatnim momencie" na zawody. Przy okazji dokupujemy brakujące "smakołyki" (część mamy od Pawła, forumowego gruncika28).

Sobota, godz. 15, ruszamy z Lubina, a w Ścinawie dołącza do nas kolejny uczestnik zawodów, "prywatnie" kolega od lat - Paweł (jokeras). Nad wodą, w porcie, zjawiamy się o godz., 16. Trafiamy na znajomych, ale nie mamy czasu nawet porozmawiać, gdyż mamy niespełna godzinę, na zrobienie zanęt. Niestety Gruncik także ma zawody (MO, które wygrał - gratuluję!), więc nie mógł nam użyczyć swoich wiader, sita, itd. Nie mógł też, przygotować nam zanęt w sposób bardziej profesjonalny - z całą pewnością jest w tym wprawiony. Musieliśmy poradzić sobie jednym wiadrem 25 l, dwoma dyszkami "po farbach" i sitem z dużymi oczkami, które nie pasowało do żadnego wiadra - nawet nie sprawdziliśmy wcześniej, czy pasuje.

Zatem, szybkie "przetarcie", po którym i tak mieliśmy masę grudek, a następnie "zabawa" w mieszanie oraz klejenie kul. Oczywiście nie zdążyliśmy zrobić wszystkiego, a już musieliśmy jechać na miejsce zbiórki. Tam czekali już na nas niemal wszyscy "startujący", w tym kolega Mariusz, którego poznaliśmy w zeszłym roku nad Odrą. Jest on "nie stąd" i w zawodach jest, jako gość.

Losowanie ostróg. Zapisaliśmy się, jako ostatni, więc nam pozostała... niewylosowana przez nikogo główka. Szczęście się do nas uśmiechnęło, gdyż została nam całkiem dobra miejscówka, której ukształtowanie znam dosyć dobrze, jednak przed startem, zbadałem dokładnie dno, aby wiedzieć "co, gdzie i jak", gdyż dosyć dawno na niej nie łowiłem.

Po losowaniu, jedziemy szybko na stanowisko nr 6 i kończymy przygotowania, związane z zanętą. Po tej czynności, kręcę nowe zestawy (brakło na to czasu wcześniej) i staram się uporządkować stanowisko, aby mieć możliwie wszystko pod ręką.

Godz. 18.30 - jest sygnał, który oznacza START, a ja nie mam w ręku kul, w koszyku nie ma zanęty. Widzę (i słyszę), jak inni zawodnicy już nęcą, więc szybko nabijam koszyk, zakładam przynętę na haczyk i posyłam zestaw w wybrane miejsce. Chcę się wziąć za wrzucanie kul, jednak natychmiastowe branie, nie pozwala mi na to. Szybko łowię pierwszą rybę, którą jest ok. 15 cm krąp. Podczas wrzucania kul, wyjmuję jeszcze dwa krąpie.

Po zanęceniu, łowię na przemian krąpie i ukleje. Są to małe sztuki, od 10 do 20 cm. 20kilka, to już te "duże". Rzuty muszą być bardzo precyzyjne , gdyż niewielki błąd, to dłuższa strata czasu, zazwyczaj bez brania. Kolega z napływu łowi same ukleje, a ja mam w siatce naście ryb. Przenosi się więc do mnie i razem odławiamy małe, ale bardzo nabite krąpasy. Znajomy łowi ok. 30 cm rozpióra, a ja trafiam między krąpiami, 5 płotek.

Gdy zaczyna się ściemniać, brania są coraz zadrze. Wykorzystując ten moment, nęcę nocną miejscówkę, z nadzieją, że podejdą leszcze i uda mi się je przytrzymać. Niestety, z nęconego za dnia miejsca, nie ma już brań, a w nocną miejscówkę, gdzie miały być leszcze, weszły ukleje, które się nie liczą.

Aby nie tracić czasu, aż zaczną się brania "prawidłowych" ryb (albo i nie zaczną), przeniosłem się z jednym kijem na napływ i już w pierwszym rzucie, mam krąpia, a następnie małego, ok. 28-30 cm leszcza. Przez całą noc, regularnie, odławiałem z tego miejsca krąpie. Na zapływie, miałem tylko jedno branie, łowiąc krąpia.

Korciło, aby drugi kij też ustawić na napływie, jednak "intuicja" nie zawiodła i na sam koniec nocy, mam branie, na które czekałem. Leszcz kilkukrotnie się "szamotnął" na początku i niemal bez walki, dał się wprowadzić do podbieraka. Oceniamy go na ok. 45 cm i dobry kilogram wagi.

Gdy zaczyna świtać i na napływie zaczynają gościć uklejki, przenoszę się całkowicie na miejscówkę, z dnia poprzedniego. Krąpie pojawiają się, gdy tylko robi się jasno i odławiamy je regularnie do godz. 7. W międzyczasie, spinam dwie sztuki z rzędu, pod samymi nogami. Okazało się, że haczyk się trochę stępił. Po wymianie na nowy, spinek już nie było. Na dwie godziny przed końcem zawodów, wszystko siada, brania ustają. Ryba ewidentnie odeszła. Idę więc z jednym kijem na warkocz i odławiał małe kiełbie. Może pół godziny przed końcem zawodów, wykonuję daleki rzut, w środek basenu i... jest krąp. Przypadek? Być może, ale posyłam natychmiast tam oba zestawy i doławiam drugiego. Ostatnią rybę łowię po sygnale, który oznaczał 5 minut do końca zawodów. Ajć, gdybym nie zajął się tymi kiełbiami, tylko poszukał wcześniej tych krąpi...

9.00 - koniec zawodów. Zanim dochodzi do nas sędzia, jesteśmy już spakowani. Kolega rozmawia przez tel., więc najpierw ważone są moje ryby. Waga pokazuje 4650 g. U kolegi jest niestety tylko 1800 g. Łącznie mamy 6450 g. Ważony jest także leszcz, kandydat do ryby zawodów. Waga pokazała 1060 g.

Płuczemy i rozkładamy siatki, aby schły i idziemy na miejsce zbiórki, oczekiwać na ciepły posiłek, który powinien zaraz przyjechać. Po skonsumowaniu, następuje ogłoszenie wyników.

Najpierw wyniki gości. Mariusz złowił 3190 g, jednak nieoficjalnie, przekroczył 4 kg, gdyż część ryb mu uciekła. Powód: silny wiatr, który się zerwał z wieczora, przestawił mu siatkę i zanim się zorientował, trochę ryb odzyskało przedwcześnie wolność.

Następnie odczytywanie wyników, uzyskanych przez zawodników z naszego koła. Miejsce czternaste, ..., dziesiąte..., piąte, czwarte. A więc podium jest na pewno. Niestety, nasze nazwiska zostały wyczytane już przy trzecim miejscu.

Na końcu jeszcze nagroda za rybę zawodów. Szczęście dopisało po raz trzeci (przy trzecim występie na tych zawodach), gdyż znowu udało mi się złowić rybę zawodów.

Pamiątkowe zdjęcia grupowe, pożegnanie się i jedziemy do domu.



Na koniec jeszcze kilka liczb i małe podsumowanie.

Wyniki indywidualne (kolejność "wiekowa" - od najstarszego):

kol. Mariusz: 3190 g, miejsce 5.
kol. Paweł (jokeras): 1980 g, miejsce 12.
Mariusz (wedkarz2309): 4650 g, miejsce 1.
kol. Michał: 1800 g, miejsce 14.

Podium:
I miejsce: 3890 + 2840 = 6730
II miejsce: 4320 + 2150 = 6470
III miejsce: 4650 + 1800 = 6450

Ryba zawodów:
Leszcz 1060

Osobiście, udało mi się złowić kilkadziesiąt krąpi (myślę, że 50+), 6 płoci, 2 leszcze i ok. 10 kiełbi. Do tego ryby, które nie poszły od siatki, tj. dużo uklei i niewymiarowy kleń.

Pełne wyniki oraz zdjęcia, dostępne są na stronie koła:
Wyniki
Zdjęcia


Osobiste wrażenia? Organizacja i atmosfera super - tutaj nie ma się do czego przyczepić.

Ocena własnej osoby? Tutaj niestety nie jest tak kolorowo:
- ani razu nie wybrałem się na trening (tutaj winę zrzucam na bolenie), więc nie miałem pojęcia (poza teoretycznym), czego się spodziewać. Ostatnio na tym odcinku Odry, tą metodą, łowiłem... rok temu, na zawodach,
- niestety, ale znowu "zadziałała" zasada: wszystko na ostatnią chwilę. Przez to, nie mogłem się skupić na jak najlepszym zrobieniu zanęt - wszystko było robione w wielkim pośpiechu, niedbale, itp.,
- nie zrobiłem sobie żadnego przyponu i za każdym razem, musiałem go wiązać podczas zawodów, tracąc czas na "kręcenie",
- brakło mi zanęty "koszykowej" i musiałem przez kilka ostatnich godzin, łowić jakąś zapasową, którą miałem w aucie,
- z nęcenia także nie jestem zbytnio zadowolony (m.in., nie udało mi się przytrzymać ryb do końca zawodów),
- sporo przed końcem, brakło mi... jednego rodzaju przynęt,
- wyślizgnął mi się jeden krąp podczas rzutu ("wierzgnął" się) i nie trafiłem do siatki,
- nie udało się osiągnąć celu: wygrana i indywidualnie wyższy wynik, od drużyny z drugiego miejsca,
- pewnie by się jeszcze coś znalazło.

Ale są i "myślniki", z których jestem/powinienem, być zadowolony ( z góry sorki, że napiszę o sobie "chwaląco" ):
- przez 12 godzin (od startu, do godz. 7 rano), udawało mi się regularnie odławiać ryby - dłuższe przerwy bez brań, nie istniały (no, w godz. 7-9, wyglądało to już zupełnie inaczej, ryba odeszła - ale o tym napisałem wyżej),
- gdy na początku nocy brania ustały, nastąpiła szybka reakcja i natychmiastowe znalezienie ryb w innym miejscu,
- żadna ryba mi nie padła w siatce, odpłynęły wszystkie,
- udało się zrobić najwyższy wynik indywidualnie (spośród 29 zawodników - się poszczęściło),
- udało się złowić największą rybę zawodów (spośród 58 zestawów - się poszczęściło),
- to chyba wszystko.


Z tego miejsca, pragnę pogratulować zwycięzcą, a także każdemu, kto wziął udział w zawodach.
 
Semi
O widzisz jaki udany startCool. Oblukałem fotki, fajna miejscówka na białoryb. Kolejne trofea będziesz miał do kącika wędkarza, ta ryba puchar nieźle się prezentuje. Wink
Człowiek oprócz strawy i wody, potrzebuje też do życia chwili spokoju i kontaktu z naturą, inaczej głupieje.
Semi.
 
wedkarz2309
Kolejne (drugie, w tym roku) zawody, w których wystartowałem, przeszły do historii.

Zawody są trochę inne, niż te, które są "na co dzień". Jest to połączenie przynajmniej dwóch metod: głównie spławik i grunt. W drużynie są trzy osoby. Ale od początku.

Osobiście, przygotowania do zawodów, rozpocząłem w piątek. Wiązanie przyponów, itp. W sobotę od rana, zakupy, itd. Bla, bla, bla. Tak minęła większa część dnia.

Zbiórka nad Odrą, o godz. 18, więc jesteśmy na miejscu trochę przed czasem, a tam czekają już prawie wszyscy. 16 drużyn (tj., 48 zawodników), z okolicznych kół (zawody otwarte). O pełnej godzinie, odczytanie regulaminu, losowanie, itd. Na pewno nie chcemy trafić na żadne z 4-5 pierwszych stanowisk. Tak też się stało, gdyż "wywaliło" nas niemal na sam koniec - nr 15.

Start o godz. 19, więc wsiadamy do aut i udajemy się szybko na wylosowaną ostrogę. Krótkawa, ale jak się okazuje, jest głęboka i to nie tylko w przybrzeżnej rynnie, ale niemal w całym basenie.

Wszyscy zaczynamy od zapływu. Paweł (gruncik28) za dnia "jedzie" tyczką, ja wraz z Michałem, "ciśniemy" feederami. Punkt dziewiętnasta, feedery lądują w wodzie, a Gruncik kończy się rozkładać z "laską".

Początek jest taki, jaki miał być. Rzut, kilka sekund, branie, zacięcie, hol, krąp, rzut, kilka sekund, ..., krąp,..., krąp, itd. Właściwie aż do zmroku, co chwilę, w siatce lądowały kolejne "punkty".

Niestety, pod tyczką nie było w ogóle ryby ( jeden, spięty "klocek" ) i to nas trochę martwiło, ale była nadzieja w nocnych bonusach. Gdy Paweł odłożył tyczkę, poszedł z kijkami na napływ i jak się okazało, było tam zdecydowanie więcej ryb. Miejsca było bardzo mało, ale mimo to, wcisnąłem się jednym feederem. Na zapływie trzy kije (dwa Michała i jeden mój), na napływie także trzy (dwa Pawła i jeden mój). Zapływ "milczał", sporadycznie dając krąpia, czy małego leszcza. Natomiast napływ "żył", jakby to był środek dnia. Mniej więcej do północy, wyjmowaliśmy krąpia, za krąpiem.

Oczywiście, aby nie "tracić" punktów, wcisnąłem się i drugim feederem. "Łoiliśmy" więc krąpie i małe leszcze, na cztery kijki. Po północy, częstotliwość brań, zmalała, ale za to, ryby były zdecydowanie konkretniejsze. Po jednym z brań u kolegi, ryba wjechała w nurt i korzystając z delikatnego zestawu, spłynęła przelewem, na stronę zapływową i tam potoczyła się dalsza część holu. Leszcz wypiął się w podbieraku. Był piękny i mierzył 59 cm. Niedługo po tym, Paweł wyjmuje drugiego bonusa. Tym razem leszcz ma ok. 55 cm.

W końcowej "fazie" nocy, gdy brania chwilowo ustały na napływie, zaczęło się szukanie ryby. Jednym kijem na napływie, drugim na zapływie. Zapływ dał jednego bonusa. Michał trafił przeszło 40 cm leszcza. Napływ dał Pawłowi kolejne dwa, ale niestety nie zostały wyjęte.

Gdy zaczęło świtać, Gruncik ponownie zabrał się za tyczkę, a feedery ponownie powędrowały w zapływową rynnę. Owszem, brania były, ale bardzo sporadyczne, więc uciekłem z jednym kijem na napływ, gdzie niemal co rzut, miałem tego- i zeszło-roczne krąpie. Te na zapływie były sporadyczne, ale kilkuletnie, więc łowiłem i tutaj i tutaj.

Po godz. 7, gdy słońce wyszło zza drzew, w końcu ruszyło się coś pod tyczką. Gruncik zaczął "napierdzielać" krąpia, za krąpiem, w tempie nieosiągalnym przy łowieniu feederami.

O ile na zapływie, łowione krąpie były jednej wielkości (od 15 do 20 cm), to napływ, z minuty na minutę, stawał się coraz ciekawszy. Zaczęło się od klenia, który miał 24,6 cm. Wrócił więc do wody. Następnie trafiła się brzana. Niestety także była niewymiarowa. Drugi kleń, był już wymiarowy. Do "ręki" tak z 28, do 30 cm. Trafiła się także płoć, oraz kilka ładnych krąpi do 30+ cm. Był też nieduży leszcz. Działo się. Paweł "łupał" krąpie i poza nim, na zapływie nastała cisza. Postanowiłem więc, nieco się do niego przybliżyć zestawem, ale tak, aby nie było też za blisko. To pozwoliło mi, dołowić jeszcze kilka, może kilkanaście krąpi.

Zawody skończyły się o godz. 9 rano. Do ważenia byliśmy przedostatni, więc zdążyliśmy się spakować.

Paweł ma dwa bonusy, Michał jeden, a ja żadnego (największa ryba, to krąp 33 cm). Ale w moim przypadku, na razie żadne zawody nie odbiegają od "normy", tj., w lubińskich zawodach, za każdym razem, przynajmniej jeden bonus, natomiast w ścinawskich, wynik zbudowany na samej drobnicy, jeszcze nigdy nie trafiłem bonusu.

Pierwsza do wagi, poszła moja siatka. 6.520, bez bonusu, samej drobnicy. Cel nie został osiągnięty (10.000), ale nie jest najgorzej. Cieszy fakt, iż jest to 6,5 kg, bez większej ryby. Następnym razem, dołowić dwa leszcze i "dyszka" pęknie.
Druga do wagi, poszła siatka Michała. Z jednym bonusem, 6.300.
Na końcu do wagi, poszła siatka Pawła. Z dwoma bonusami, 9.400.
Razem daje to nam przeszło 22 kg. Cel minimum, to było 25 kg, więc trochę zabrakło. Można gdybać, że gdyby nie te stracone bonusy, itd., ale nie ma co "lamentować", nie wyjęte ryby nie mają prawa "głosu", liczy się tylko to, co jest w sieci.

Na miejscu zbiórki, smażymy kiełbasy i czekamy na ogłoszenie wyników. Jednak z pewnego źródła wiemy, że niestety nie udało się wygrać i przegraliśmy mniej więcej o kilogram.

Oto wyniki pierwszej trójki:
1. 23+ kg.
2. 22+ kg.
3. 17+ kg.

I jeszcze wyniki ind., naszej drużyny.
1. Paweł (gruncik28) - 9.400 kg.
images68.fotosik.pl/73/dfb559308b8a96c1.jpg

images67.fotosik.pl/73/eb8912f3f4c6dd71.jpg

2. Mariusz (wedkarz2309) - 6.520 kg.
images70.fotosik.pl/72/803d34eb328052a1.jpg

3. Michał - 6.300 kg.
images66.fotosik.pl/72/d47989fe07c20290.jpg

Osobiście, do wagi miałem: 102 krąpie (do 33 cm), 3 leszcze (po ok. cm), 3 płocie (po 20+ cm), 1 klenia (pod. 30 cm), 1 jazgarza i kilka kiełbi. Do wagi nie nadawał się niewymiarowy kleń i brzana, oraz kilka uklei.

Innych wyników niestety nie znam.


Następny wypad już zaplanowany, ale tym razem, to prywatne łowienie "bonusów".
 
Przejdź do forum:
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Panel informacji
Panel informacji -----------------
Aktualnie online
· Gości online: 7

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 15,501
· Najnowszy użytkownik: PieczywCarpTv
Przetłumacz stronę

Losowa Fotka
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

lberlinski
20-08-2018 10:51
Dobry wszystkim Wink

Semi
20-08-2018 08:51
Siemka.

Kondzio154
19-08-2018 11:53
Cześć.

Labedziak
19-08-2018 11:12
Witam Wink

MatiQ
18-08-2018 22:25
Cześć, mi ostatni tydzień został Semi, jutro ruszam nad wodę zobaczymy jak będzie

Semi
17-08-2018 13:10
Urlop leci a ryby jak strajkowały tak strajkują. bezradny

Abramis
16-08-2018 22:52
Cześć Wink

Labedziak
16-08-2018 16:28
Witam Wink

MatiQ
16-08-2018 14:24
Cześć Wink

Semi
16-08-2018 08:44
Siemka. Wink

48,232,369 unikalne wizyty Original Theme, Athos, by Thomas - Modified into Athos_Grey by Exodus