Luty 25 2018 18:05:00
Nawigacja
· Regulamin forum
· Regulamin PZW
· Strona główna
· Forum wędkarskie
· Kontakt
· Szukaj
· Dla zalogowanych
· Administracja
· Prognoza pogody
Wędkarstwo
· Rekordy na pierwszy plan
· Ogólne
· Gruntowe
· Karpiowe
· Spławikowe
· Muchowe
· Spinningowe
· Podlodowe
· Morskie
· Opowiadania
· Gatunki ryb
· Jak złowić
· Łowiska wędkarskie
· Inne
· Wędkarska szkoła
Warto zerknąć
· Artykuły
· Sprzęt wędkarski
· Galeria i tapety
· Sklepy wędkarskie
· Statystyki strony
· Wymiana linkami
· Site map
Toplista rekordów wędkarskich
· Internetowe rekordy Polski
· Rekordy strony
Toplista
· Amur
· Bass
· Belona
· Boleń
· Brosma
· Brzana
· Certa
· Czarniak
· Dorsz
· Głowacica
· Halibut
· Jaź
· Jelec
· Jesiotr
· Karaś pospolity
· Karaś srebrzysty
· Karp
· Kleń
· Krąp
· Konger
· Leszcz
· Lin
· Lipień
· Łosoś
· Miętus
· Molwa
· Okoń
· Płoć
· Pstrąg Potokowy
· Pstrąg Tęczowy
· Pstrąg Źródlany
· Rdzawiec
· Rozpiór
· Sandacz
· Sieja
· Sum
· Szczupak
· Świnka
· Troć
· Węgorz
· Wzdręga
· Zębacz
Przyklej zdjęcie.
Wejdz na strone Kliknij Kliknij na : eigenes Bild anbringen Wybieramy zdjęcie z dysku. Nastepnie zaznaczamy: Ich bestätige...... Wpisujemy adres strony: Link ..... I klikamy na : Auf die pinnwand
Zobacz temat
 Drukuj temat
Urlopowe wspomnienia znad jeziora.
Semi
W środę kolejny dzień międzynarodowych zawodów strzelecko sprawnościowych, rano musiałem jeszcze iść na kilka godzin do pracy, ale kumpel obiecał mnie zmienić najwcześniej jak się tylko da. I tak też się stało, po 9.00 stanąłem w progu mieszkania i zadałem żonie szybkie pytanie: - spakowana?? Odrzekła, że już prawie, więc pognałem pod prysznic i o 11.00 startowaliśmy w suwalskie rejony naszego kraju, a mianowicie nad położone o niecałe 10 km od Sejn j. Gaładuś, będące po części granicznym z Litwą. Nie śpiesząc się zbytnio o 15.00 byliśmy w Suwałkach gdzie czekał na nas kolega Adam. Właśnie z nim i jego rodziną mieliśmy spędzić następne kilka dni nad jeziorem. Zjedliśmy obiadek u teściowej Adama i postanowiliśmy wyskoczyć załatwić sprawę z wykupieniem licencji na łowienie, przecież już jutro trzeba by było cosik połowić. W pierwszym sklepie wędkarskim, jaki odwiedziliśmy, nie robili opłat na PZW, ale dostaliśmy namiary na drugi, tylko trzeba było się spieszyć, bo nie wiadomo do której otwarty, a była już prawie 17.00. Okazało się, że zdążyliśmy, zapytałem się o opłatę na Gaładuś i w tym momencie kupujący obok haczyki karpiowe wędkarz, zaczął mi się przyglądać i zapytał się czy go poznaję, stanąłem jak wryty, zamurowało mnie, zacząłem szukać w pamięci rysu twarzy jakiegoś byłego żołnierza, bo tych najczęściej w takich sytuacjach spotykam, ale nie znalazłem. Dopiero po około 20 sekundach zajarzyłem: Kondzio. Jaki ten świat mały, jeszcze dzień wcześniej wymienialiśmy się numerami telefonów i gaworzyliśmy na GG, a tu proszę, niespodziewane spotkanie. Pogadaliśmy chwilkę w czasie gdy wypisywana była licencja, pani mi krzyknęła 70 zł za tydzień wędkowania i to mnie trochę wyprowadziło z równowagi, złodziejstwo PZW nie zna granic. Ale nic to, chcesz łowić to płać, zapakowałem kwit w portfel i wyszliśmy ze sklepu. Pogadaliśmy jeszcze chwilkę z Kondziem pod sklepem, życzyliśmy sobie połamania i ruszyliśmy dalej, już na dwa auta i z rodzinami. Nad jeziorem byliśmy około 18.30, czekała już tam na nas wygodna kwatera, w postaci domku, położonego ok. 30 metrów od jeziora i co najważniejsze, przypisana do domku łódka, oraz pomost.
s2.ifotos.pl/mini/DSCF7013J_hsaepxh.JPGs2.ifotos.pl/mini/DSCF7012J_hsaepxp.JPG
s2.ifotos.pl/mini/DSCF7016J_hsaepxr.JPG
Czegóż tu więcej chcieć, cisza spokój, piękna zatoka, ludzi zero, ponieważ wszystkie okoliczne działki są prywatne i oprócz miejscowych nie ma turystów wogóle. Z ojcem właścicielki przeprowadziliśmy krótki wywiad wędkarski, gdzie popłynąć aby cokolwiek połowić, poszliśmy na pomost i starszy człowiek pokazał nam palcem gdzie nęcić i łowić, jeszcze tego samego wieczoru wywiozłem w to miejsce pół gara pęczaku i dwie puchy kukurydzy, postawiłem malutką bojkę w postaci plastykowej butelki na sznurku z dowiązanym kamieniem, aby następnego dnia łowić tam gdzie nęciłem.
Wieczorem była integracja przy grillu, nie ukrywam, że pociągnęliśmy nieźle z Adamem, zeszło się do 3.00 w nocy, więc o porannym wędkowaniu nie mogło być mowy. Wstałem około 9.00 i w ramach wydychania się złapałem za spinning okoniowy i poszedłem na pomost. Dopiero przy dziennym świetle można było zobaczyć jak czysta woda jest w tym jeziorze. Na głębokości około 2,5 metra było widać baraszkujące stadka ogonków, wzdręg i płotek. Było tego cała masa, a w trzcinach to gotowało się od drobnicy. Kilka rzutów paproszkiem na 5gr główce i siedzi okoń, jakieś 15 cm miał może. Pomachałem z godzinkę, kilka razy drobne okonki podprowadzały przynętę pod sam pomost ale na tym podprowadzaniu się kończyło. Są małe, to i większe być muszą. Gdy schodzę z pomostu, przez trzciny wpływa łódka, dwóch wędkarzy gramoli się z klamotami na brzeg. Postanowiłem podejść spytać się o wyniki, okazali się życzliwi i można było uderzyć w wędkarską bajerę. Pływali za okoniami i to z pięknym skutkiem, jeden z nich otworzył torbę, na dnie której zobaczyłem kilkanaście garbusów, wszystkie w granicach 30 cm. Pokazali mi nawet mniej więcej górkę na której łowili, bo bez echa to ciężko by było cokolwiek znaleźć.
Cały dzień szaleliśmy z dzieciakami w wodzie, pogoda dopisywała, woda ciepła, więc co sobie żałować.
s4.ifotos.pl/mini/DSCF6915J_hsaeprn.JPGs2.ifotos.pl/mini/DSCF6916J_hsaepre.JPG
Około 16.00 zjedliśmy obiad i zaczęliśmy się szykować do wypłynięcia. Trzeba było ugotować następną porcję pęczaku, oraz pomontować zestawy na kijach, aby później w łódce się nie motać i jak najszybciej zacząć łowienie. Nawet zanętę namieszałem na brzegu, dowilżyłem dwa razy, przetarłem przez sito i można było płynąć.
s2.ifotos.pl/mini/DSCF6853J_hsaeprp.JPGs2.ifotos.pl/mini/DSCF6857J_hsaeprh.JPG
s4.ifotos.pl/mini/DSCF6858J_hsaeprr.JPGs2.ifotos.pl/mini/DSCF6861J_hsaeprx.JPG
Na wiosłach dopłynięcie do nęconej miejscówki zajmowało Adamowi 15 minut( wprawiony wioślarz) mi o 5 minut dłużej, marny ze mnie wioślarz, pływam zygzakiem jakbym jeszcze po wczorajszej imprezie nie doszedł do siebie. Wiatru prawie zero, więc stajemy na jednej kotwicy(druga i tak za słaba była, kawałek jakiegoś lekkiego kółka metalowego nie utrzymywało łódki na miejscu), dwie garstki pęczaku i 6 kul wielkości pomarańczy do wody i zaczynamy łowić. Głębokość łowiska to ponad 4 metry. Jednego kija postawiłem na czerwonego robaka drugiego na pinkę, Adam tak samo. Brania się zaczynają od razu i na łódce lądują pierwsze płotki od 10 do 25 cm. Zacząłem łowić na kukurydzę z puszki, bo na nią podchodziły największe sztuki. Czym ciemniej się robiło, tym płotki słabiej żerowały.
s4.ifotos.pl/mini/DSCF6942J_hsaeprq.JPGs2.ifotos.pl/mini/DSCF6939J_hsaeprw.JPG
Już mieliśmy się zbierać, bo spławiki robiły się mało widoczne, gdy Adam ma piękne wykładane branie i za chwilę spławik znika. Po zacięciu wędka pięknie wygięła się do samej wody, a ryba zaczęła uciekać w głębinę. Gdy on holował tego giganta, ja szybko rozkładałem podbierak i już po chwili kilka metrów od łódki wywaliło się potężne leszczycho. Ciężko powiedzieć ile miał, ale jak dla mnie to na pewno by była życiówka. Wywalił się na boku, by pochwali znów dać dyla w głębinę i tyle go widzieliśmy, zbyt mocno dokręcony hamulec zrobił swoje. Adam klął całą powrotną drogę po stracie ryby życia, a w ramach pokuty postanowił wiosłować także w drodze powrotnej.
Piątek rozpoczęliśmy także wędkarsko, o godzinie 4.30 pobudka i kilka minut po 5.00 byliśmy na miejscu. Płocie żerowały wyśmienicie, co chwilę któryś z nas holował kolejną rybę.
s4.ifotos.pl/mini/DSCF6885J_hsaraan.JPG
Trafiło się też kilka okonków powyżej 20 cm na czerwonego robaka, ale bez okazów. Podsypaliśmy znów pęczakiem i kukurydzą i po południu powtórka z rozrywki, tym razem łowiłem na samą kukurydze. Brania były rzadsze, ale płotki dorodniejsze. Złowiłem chyba ze 20 sztuk w granicach 25 - 30 cm, a Adam pewnie z 50, różnych rozmiarów, tylko że on łowił na pinkę.
W sobotę rano( no może nie tak rano, bo już po 6.00 było) ruszamy ze spinningami na podwodną górkę która pokazali poznani na przystani wędkarze.
s2.ifotos.pl/mini/DSCF7019J_hsaepxn.JPG
Na jeziorze ani żywej duszy, tak małej presji wędkarskiej to jeszcze nie widziałem. Po drodze odwiedzamy naszą miejscówkę na białoryb w celu kolejnego podnęcenia kukurydzą i pęczakiem. Oddaję przy okazji kilka rzutów w kierunku trzcin i po którymś z kolei czuję lekkie przytrzymanie, zacinam i po chwili na łódce ląduje ładny okoń, około 30 cm, po jakichś 15 minutach kolejny trochę mniejszy. Adam też łowi podobnych rozmiarów sztukę. Płyniemy dalej na podwodną górkę i tam dopiero zaczyna się eldorado okoniowe. Rzadko który rzut nie kończył się rybą, w ciągu 3 godzin złowiliśmy kilkadziesiąt sztuk okoni różnej wielkości, od 15 do 38 cm, tego największego złowił Adam mi trafiło się kilka pięknych powyżej 30 cm. Przed powrotem robimy w siatce selekcję, wyliczamy 16 sztuk na obiad, reszta wraca do wody( na każdym wypłynięciu stosowaliśmy taki proces selekcji, gdyż nie byliśmy w stanie przejeść tego co złowiliśmy, a mrozić nic nie zamierzaliśmy). Po całodziennych kąpielach słoneczno- wodnych około 18.00 znów byliśmy na jeziorze, wypłynęliśmy głównie aby zanęcić, ale posiedzieliśmy do 21.00 łowiąc znów spore ilości płoci. Ja zacząłem od spinningu, na który złowiłem chyba z 6 okoni, w tym jednego 36 cm, ale około 19.00 okonie przestały żerować, więc także poświęciłem się łowieniu płoci. Zwinęliśmy się tego dnia wcześniej, ponieważ postanowiliśmy niedzielne wędkowanie rozpocząć o godzinie 4.00. Także szybka kolacja, dzieciaki pozaganialiśmy i spać.
Budziki zadzwoniły o 3.15, ciemno było jeszcze, ale co tam, zrobiliśmy sobie po kawie, wszamaliśmy po kawałku kiełbachy i ruszyliśmy. Tak jak planowaliśmy, tak też byliśmy, zanim rozwinęliśmy wędki to było na tyle widno, że można było zacząć łowienie. Adam dosłownie chwilę po zarzuceniu ma piękne branie, po zacięciu od razu rozwijam podbierak, bo wiem że ma coś solidnego na kiju. Trochę go instruuję, bo to świeży wędkarz i adrenalina mocno działa na jego odruchy. Po kilkuminutowym holu w odbieraku ląduje piękny leszcz, mierzymy go, ma równe 66 cm, sesja zdjęciowa i postanawiamy zwrócić mu wolność. W ferworze walki zapomniałem o swoich wędkach, gdy wróciłem do rzeczywistości nie mogłem znaleźć drugiego spławika, zaciąłem, ale żyłka była zbyt luźna, zestaw był pod łódką, więc go podwinąłem i jeszcze raz zaciąłem. Match wygiął się w kabłąk, ryba dała dyla na drugą stronę łódki, dobrze, że staliśmy tylko na jednej kotwicy. Po kilku minutach znów piękne leszczycho w odbieraku, pomiar wskazuje 2 cm więcej niż u Adama, czyli 68 cm, także darujemy mu życie. Po jakiejś półgodzinie Adam ma drugiego, mniejszego. Miarka wskazuje coś około 61 cm. Tego postanawiamy wrzucić do siatki. Później zaczęły brać już tylko płotki, których do tego czasu nie było wogóle widać, więc już byliśmy pewni, że leszcze odeszły. Delikatnie po 6.00 branie na postawionego przy trzcinach czerwonego robaka. Liczyłem tam na okonia, ale po zacięciu mocno się zdziwiłem, wędka w kabłąk a ryba od razu zwiała w krzaczory, ledwie ją zawróciłem, a dała susa pod łódkę i za diabła nie chciała spod niej wyjść, karp kurde czy co?? Po dłuższych zmaganiach w końcu widzę co mam na haku, to śliczny lin, którego Adam pewnym ruchem podbiera i kładzie do łódki. Ręce drżą, już wiem, że to mój życiowy, zresztą chyba tak samo jak leszcz, pomiar wskazuje 46 cm. Szczęście emanowało z nas w każdym calu. Po sesji zdjęciowej lin idzie do siatki, głównie Adam się uparł że dawno nie jadł w śmietanie, ale jak się później okazało chodziło mu tylko o to, aby pokazać go żonie. Siedzimy do 8.30, ponieważ zerwał się wiatr i zaczęło majtać łódką, nawet zarzucenie drugiej kotwicy nie pomogło, za lekka była i przesuwało ją po dnie. Trzeba było coś wymyślić, bo jak po południu będzie taki wiatr to nie da się łowić. Po dopłynięciu zawołaliśmy żony i dzieciaki, aby pokazać im złowione ryby, lina zdecydowaliśmy się komisyjnie wypuścić, leszcz poszedł na obiad. Miejscowy wędkarz, który także właśnie spłynął, stwierdził, że już ze dwa lata takiego leszcza na tym jeziorze nie złowił, już mu nic nie mówiliśmy o dwóch większych wypuszczonych.
Cały dzień wiało troszeczkę, więc chcąc łowić po południu trzeba było pomyśleć o solidniejszej drugiej kotwicy. Znaleźliśmy takową na sąsiedniej nieużywanej łódce. Była to ważąca około 20 kg sztaba metalu z otworami w środku, idealnie się nadawała, chociaż trzeba było nieźle się napocić, aby toto wrzucić do wody a później wyjąć.
Pomimo złej prognozy pogody postanowiliśmy wypłynąć. Na południowym wschodzie była mała chmurka, ale nie przejeliśmy się zbytnio i po około 15 minutach Adamowego wiosłowania byliśmy na miejscu. Chmurka zrobiła się czarniejsza, ale wszystko wskazywało na to, że pociągnęła na stronę litewską, przynajmniej wszystko na to wskazywało. Postawiliśmy się lewą burtą do wiatru i dwie kotwy poszły w dno, spisywały się idealnie dość spory wiatr nie dał rady ruszyć ich z dna. Ja zacząłem lepić kule z zanęty, a Adam zaczął rozwijać pierwszą wędkę. Obok jacyś dwaj panowie z małą dziewczynką spinningowali sobie w najlepsze. Chcąc umyć ręce po klejeniu kul obejrzałem się do tyłu, jakieś pół kilometra od nas na jeziorze zobaczyłem ścianę. Zdążyłem tylko spytać Adama co to, jak pierwsze porywy wiatru uderzyły w łódkę, za chwilę pierwsze krople deszczu zastukały w dno łódki, ale najgorsze dopiero szło za naszymi plecami. Kazałem Adamowi zawinąć aparat w mojego polara, aby nam nie zamókł, sam zdjąłem koszulkę i włożyłem ją także do polara, trzeba było coś suchego mieć później na sobie. Gdy jeszcze raz się obróciłem do tyłu, zobaczyłem ścianę deszczu i kładące się trzciny, Adam zdążył tylko krzyknąć abym podniósł tylną kotwicę, jak w nas przywaliło z całym impetem, o mały włos nie przewracając łódki postawionej burtą pod wiatr. Za wszelką cenę trzeba było ustawić się dziobem do wiatru. Nawet nie pamiętam na ile ruchów wyciągnąłem kotwicę z ponad 4 metrów, ale zajęło to chyba ze 3 sekundy. I w samą porę, bo drugi powiew był o dużo silniejszy. Położyło nas na dnie łódki, która ustawiona dziobem do wiatru i uczepiona do porządnej dziobowej kotwicy dała radę. Atak wiatru trwał jakąś minutę, gdy zelżał postanowiliśmy jakoś dopłynąć do trzcin i tam szukać schronienia, a jak się później okazało słusznie. Adam podnosił dziobową kotwice, a ja w tym czasie już wiosłowałem w stronę trzcin, łatwe to nie było, ale jakoś po metrze się udawało. Przy trzcinach zobaczyłem także druga łódkę, na której płakało małe dziecko. Mieli elektryczny silnik, więc im szybciej poszło ukrycie się w zatoczce porośniętej gęsto trzcinami. Żal tylko dziewczynki, bo więcej jak 4 latka nie miała, a wystraszyła się nie na żarty. Zakotwiczyliśmy w trzcinach dosłownie 2 metry od nich, aby wspierać się w razie czego. Po chwili nastąpił następny atak wiatru, a krople deszczu były tak grube, że myślałem że nas gradem siecze, teraz już wiedziałem, co to Biały Szkwał i cieszyłem się, że udało nam się wpłynąć w trzciny, bo nie wiem jakby to się skończyło.
Po około 15 minutach wszystko ucichło, można było wystawić nosa z trzcin i policzyć straty. Na łódce zostaliśmy prawie goli, bez ubrań, sprzętu wędkarskiego, nawet wiadro z zanętą zabrało, nie wspominając już o moim polarze, w którym zawinięty był aparat i moja koszulka. Zostałem w krótkich spodenkach i jednym klapku, ale szczęśliwy, że się to wszystko skończyło. Dłońmi wyleliśmy wodę z łódki, było jej powyżej kostek. Sąsiedzi wzięli nas na hol i po kilku minutach byliśmy w zatoce, gdzie już ze łzami w oczach stały nasze żony.

Tego wieczoru upiliśmy się w trupa.

Rano, gdy się obudziłem(w sumie to kac mnie obudził), wyszedłem nad jezioro zobaczyć co się dzieje. W nocy były jeszcze dwie burze, ale około 10.00 wszystko wróciło do normy i świeciło pięknie słonko. Właśnie spłynęli Ci sami panowie, co wczoraj nas holowali, postawili łódkę przy pomoście a z niej wyjęli?? Mojego matcha, znaleźli go uganiając się za okoniami, pływającego przy wyspie trzcinowej. Spytali się czy mój i tak właśnie w ten sposób odzyskałem jedną z rzeczy, które zabrał nam wiatr z łódki. Nawet browara nie chcieli za to, inni to by zapakowali na łódkę i się cieszyli. Są jeszcze uczciwi ludzie na tym świecie. Wink
Posiedzieliśmy nad jeziorem do wieczora, dzieciaki pokąpały się jeszcze do bólu i wieczorem trzeba było uciekać. Pozostaną miłe wspomnienia, chęć powrotu w te urokliwe tereny, oraz nauczka, że z przyrodą żartów nie ma. Szkoda tylko aparatu Adama, ponad 80 zdjęć poszło w diabły, ale to nic, w porównaniu z tym co się stać mogło.
Człowiek oprócz strawy i wody, potrzebuje też do życia chwili spokoju i kontaktu z naturą, inaczej głupieje.
Semi.
 
Frantic
Ech,...
To mi się podoba! Dawno czegoś takiego nie przeżyłem (i może dobrze?)
Miło było poczytać Semi, dzięki Wink
"Wędkarstwo i tak wystarczająco mocno kłóci się z etyką, by nie przeginać bardziej niż to konieczne" Danek
 
www.picasaweb.google.com/krzykamienski
Retsam
Świetnie się czyta ouch, dzięki temu tekstowi przypomniała mi się podobna przygoda sprzed kilku dobrych lat. Tylko ja pływałem wtedy kajakiem, a zjawisko atmosferyczne nie było może typowym białym szkwałem, ale nagłym i ostrym załamaniem pogody, z ogromnym wiatrem i strasznym oberwaniem chmury. W tamtej sytuacji skórę, nam również uratowała duża bliskość trzcinowiska.
Jeszcze raz wielkie Cool za opowiadanie i będziesz miał co wspominać w przyszłości przy beer.
Edytowane przez Frantic dnia 11-08-2011 17:53
 
stan2010
Kilka dni, a wrażeń na parę tygodni Cool.
Przeszedłem Biały Szkwał dawno temu na Zalewie Zegrzyńskim. Trwał może 1 minutę, a położył 90% łodzi /mówię o żaglach/. Poszedł od mostu w Zegrzu na Rynię. Najmocniej kosił w starym korycie. Nam udało się ustawić w łopot i zrzucić żagle. A był to ostatni łyk- end sierpnia.
Dzięki Semi- obudziłeś Wspomnienia z Gołdapi, poj. Drawskiego, Soliny...... Dziękuję Wink
Edytowane przez stan2010 dnia 12-08-2011 11:27
Pozdrawiam ouch.
fotow Drewniak
 
samsam
No to Semi niezłą przygodę miałeś , najważniejsze , że nikomu nic się nie stało. Fajnie się czytało to opowiadanie Cool
 
Exodus
Newsik się szykuje Wink W sobotę mam wolne, na spokojnie przeczytam Wink
Na wszystkie pytania dotyczące wędkarstwa, odpowiadam tylko na forum.....
www.narybki.net/as/aaaaaaaaa.jpg
 
Pablo2
Bardzo dobre opowiadanie, z dreszczykiem w pewnym momencie. Z przyjemnością je przeczytałem. Sam na rybach nie jedną ostrą burze przeżyłem, ale czegoś takiego na całe szczęście nie miałem(i nikomu nie życzę mieć) i obym nie miał. Straty rzeczowe to nic w porównaniu z gorszymi możliwościami, najważniejsze że Wy wróciliście cali i zdrowi. Przygoda bardzo nie miła, ale i wspomnienia na całe życie.
Pozdrawiam, Pablo.
 
BartosH
Cieszę się, że wypad się udał. Jezioro jak Ci pisałem ma duży potencjał, piękne ryby w nim pływają. Szkoda tylko utopionego sprzętu, ale dobrze że nic gorszego się nie stało. Pozdrawiam
Nigdy nie kłóć się z głupim - ktoś mógłby nie zauważyć różnicy między wami...
 
Semi
Szkoda tylko utopionego sprzętu, ale dobrze że nic gorszego się nie stało.

Sprzętu najlepszego ze sobą nie miałem, także dużych strat nie było. Wink Tym bardziej że matcha odzyskałem, a teleskopik miał już tyle lat , że niech spoczywa w spokoju, kołowrotek też wysłużony. Wink Dobrze że spina ze sobą nie wziąłem wtedy, bo już by bolało. Tak jak piszecie, zdrowie i życie najważniejsze. Już mnie nikt nie namówi na wypłyniecie łódką gdy na horyzoncie czernieje jakakolwiek burzo podobna chmura.
Człowiek oprócz strawy i wody, potrzebuje też do życia chwili spokoju i kontaktu z naturą, inaczej głupieje.
Semi.
 
borovik
No Brachu, zapamiętasz tą przygodę na długo i prawnukom będziesz opowiadał.
U nas na Wybrzeżu (z Piterkiem) aż tak źle nie było ale też bez rewelacji.

Pal licho sprzęt, straty muszą być.
Ważne, że jesteś cały.
Może warto sprawdzić, czy nie jesteś ubezpieczony wykupując podobne zezwolenie?
Nie odpuszczaj.


Pozdrawiam, Andy
Wszyscy robimy głupstwa, dzięki temu życie jest ciekawsze
 
Kondzio154
Tak Semi po raz kolejny się okazuje, że świat jest małyWink. Widzę wczasy się udały, do tego taka przygoda, będzie o czym przy różnych okazjach mówić.
Opowiadanie pierwsza klasaouch.
 
https://www.facebook.com/squidsuwalskiteamkarpiowy
wedkarz2309
Super się czytało, Cool za udane opowiadanko!!Wink
Zanim doszedłem do końca opowiadania, zanim się dowiedziałem, co się stało z aparatem, to miałem w głowie pytania, typu: "dlaczego Semi nie zgłosił tych ryb??", "a może je zgłosi lada dzień??", i o to chciałem zapytać, ale teraz już wiem, dlaczego, no szkoda, że się tak stało, ale z drugiej strony, to tak, jak piszesz, dobrze, że tylko tak się skończyłoWink
Swoją drogą, to w przyszłości wspomnienia będą niesamowiteWink

Gratuluję pięknych ryb i powodzenia podczas kolejnego urlopu, który będzie zapewne w czasie kolejnych wakacji!!ouch
 
Rafalogi
Dzisiaj dopiero przeczytałem ....fajnie się czyta no i fajna wyprawa...
A ten wiatr pewnie nieźle Cię poczuchrał Wink
 
Semi
Rafalogi napisał(a):

A ten wiatr pewnie nieźle Cię poczuchrał Wink

Rafał, za dużo włosów to ja nie mam, więc nie miał co poczochrać. hahaha
Przygoda faktycznie będzie na wiele lat w pamięci. Jest o czym opowiadać przy beer.
Jeździłem po powrocie znad jeziora z kumplem na małe zakupy wędkarskie. Początkujący z niego wędkarz i to co miał, to mu wszystko żywioł zabrał (może to i dobrze, bo nie mogłem patrzeć na te jego łomowate, ciężkie kijeWink). Parę stówek zostawił i w końcu nie będzie narzekał, że mu kołowrotek przepuszcza i przelotki odpadają. Wink
Człowiek oprócz strawy i wody, potrzebuje też do życia chwili spokoju i kontaktu z naturą, inaczej głupieje.
Semi.
 
Semi
Wracam do starej historii. W tym roku planuję kilka dni nad J. Gaładuś, ta magia spokojnej wody wciąga. Jest okazja aby znów ze znajomymi wyskoczyć nad to jezioro. Tym razem już mamy do dyspozycji swoje zakwaterowanie, pomost i łódkę, kolega ma działkę nad tym jeziorem i myślę że rybki też dopiszą. Wink
Człowiek oprócz strawy i wody, potrzebuje też do życia chwili spokoju i kontaktu z naturą, inaczej głupieje.
Semi.
 
endy 50
Qpowiadanie świetne to jezioro doskonale znam jak własną kieszeń tylko mi coś z tymi rybami nie pasuje bo złapanie 30 cm okonia obecnie w tym jeziorze graniczy z cudem .Zdjęcia bardzo znajome B)
 
Exodus
endy 50 napisał(a):

Qpowiadanie świetne to jezioro doskonale znam jak własną kieszeń tylko mi coś z tymi rybami nie pasuje bo złapanie 30 cm okonia obecnie w tym jeziorze graniczy z cudem .Zdjęcia bardzo znajome Cool

To dowód na to, że w końcu się trza nauczyć łowić Wink
Jezioro duże to i ryby ogromne Wink
Na wszystkie pytania dotyczące wędkarstwa, odpowiadam tylko na forum.....
www.narybki.net/as/aaaaaaaaa.jpg
 
Semi
endy 50 napisał(a):

Qpowiadanie świetne to jezioro doskonale znam jak własną kieszeń tylko mi coś z tymi rybami nie pasuje bo złapanie 30 cm okonia obecnie w tym jeziorze graniczy z cudem .Zdjęcia bardzo znajome Cool

Ano ja tam nie wiem, byłem tam raz i nie będę się wypowiadał. Ja miałem inne wrażenie, okoni i płoci jest w tym jeziorze do bólu i to ładnych. Nawet synowie gospodarza przy trzcinach łowili na robaki przyzwoite sztuki w granicach 25-30 cm, pojedyncze bo pojedyncze ale łowili. Wink
Kusi mnie żeby znów się tam wybrać, ale jakoś co roku coś wypada. W tym roku też moje dziewczyny nad morze chcą jechać.Smile
Człowiek oprócz strawy i wody, potrzebuje też do życia chwili spokoju i kontaktu z naturą, inaczej głupieje.
Semi.
 
Przejdź do forum:
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Panel informacji
Panel informacji -----------------
Aktualnie online
· Gości online: 13

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 15,484
· Najnowszy użytkownik: Bogdan60
Przetłumacz stronę

Losowa Fotka
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

Grzes77
25-02-2018 17:58
Siemka Wink

Labedziak
25-02-2018 12:24
Witam Wink

Exodus
25-02-2018 12:11
Ja też dziś fladrę zaliczyłem Wink

Semi
25-02-2018 11:58
To co się kurde w odpowiednim temacie nie chwalisz ?? Kij Wink

MatiQ
25-02-2018 11:24
Witam, otwarcie sezonu 2018 uważam za zrealizowane Shock

Semi
25-02-2018 10:16
Siemka. ___

Abramis
24-02-2018 23:31
A to spoko, na pewno wstawię (zgłoszę) te rybki już niedługo Wink

Exodus
24-02-2018 17:59
Laba już znalazł czas ża dodatkowe 3000 zł na miesiąc Wink

Labedziak
24-02-2018 17:58
Abramis, może nie tyle ze koniec, tylko ze czasu tak jakby coraz mniej. Nie ma niekiedy czasu dodać tych ryb do Toplisty. disa

Abramis
24-02-2018 14:52
Witam Wink Pamiętam co pisaliście o zgłaszaniu ryb , że już koniec , na szczęście i największego dorsza i zębacza mam zdjęcia z miarką (Na wszelki wypadek) Usmiech

45,022,063 unikalne wizyty Original Theme, Athos, by Thomas - Modified into Athos_Grey by Exodus