Sierpień 19 2018 12:08:06
Nawigacja
· Regulamin forum
· Regulamin PZW
· Strona główna
· Forum wędkarskie
· Kontakt
· Szukaj
· Dla zalogowanych
· Administracja
· Prognoza pogody
Wędkarstwo
· Rekordy na pierwszy plan
· Ogólne
· Gruntowe
· Karpiowe
· Spławikowe
· Muchowe
· Spinningowe
· Podlodowe
· Morskie
· Opowiadania
· Gatunki ryb
· Jak złowić
· Łowiska wędkarskie
· Inne
· Wędkarska szkoła
Warto zerknąć
· Artykuły
· Sprzęt wędkarski
· Galeria i tapety
· Sklepy wędkarskie
· Statystyki strony
· Wymiana linkami
· Site map
Toplista rekordów wędkarskich
· Internetowe rekordy Polski
· Rekordy strony
Toplista
· Amur
· Bass
· Belona
· Boleń
· Brosma
· Brzana
· Certa
· Czarniak
· Dorsz
· Głowacica
· Halibut
· Jaź
· Jelec
· Jesiotr
· Karaś pospolity
· Karaś srebrzysty
· Karp
· Kleń
· Krąp
· Konger
· Leszcz
· Lin
· Lipień
· Łosoś
· Miętus
· Molwa
· Okoń
· Płoć
· Pstrąg Potokowy
· Pstrąg Tęczowy
· Pstrąg Źródlany
· Rdzawiec
· Rozpiór
· Sandacz
· Sieja
· Sum
· Szczupak
· Świnka
· Troć
· Węgorz
· Wzdręga
· Zębacz
Przyklej zdjęcie.
Wejdz na strone Kliknij Kliknij na : eigenes Bild anbringen Wybieramy zdjęcie z dysku. Nastepnie zaznaczamy: Ich bestätige...... Wpisujemy adres strony: Link ..... I klikamy na : Auf die pinnwand
Zobacz temat
 Drukuj temat
Nieprzyzwoita ballada
Frantic
Część I prolog
Opary unosiły się leniwie nad spokojną, niczym niezmąconą tonią zalewu. Do wody powędrowały zanętowe kule, które chlupotem zmąciły ciszę. Buła siedział nieruchomy, jakby jeszcze spał, jakby myślami był między cyckami. Ciepłymi cyckami mojej siostry? Nad taflą zamajaczyła sylwetka czapli. Usiadła cicho na gałęzi wystającej z wody. Blisko. Chyba nie zdawała sobie sprawy z naszej obecności. Zarzuciliśmy wędki. Sygnalizatory przymocowane do kijów. Na spławik nie było sensu, za ciemno jeszcze. Przekręciłem się lekko na półdupku i wypuściłem bąka. Donośne pruut odbiło się echem od ściany lasu. Czapla się zerwała. W oddali zaryczał jeleń. Stary byk, ryk miał niski, gardłowy, przerywany i chrapliwy. Jak pierdzenie niedźwiedzia. W końcu jesień. Było zimno. Na liściach osadziła się szadź. Nie ma ceny za taki widok. Żona zawsze mówi: a po co tak wcześnie?, dlaczego tak daleko?, a zimno, a wiatr, a idźcie do cholery! Ciągle to słyszę! Tyle, że nie teraz. Staram się sycić tym widokiem porannych mgieł z lekkim zapachem siarkowodoru i metanu. Po to tak wcześnie! Po to... Cisza. Gdzieniegdzie plusnęła się ryba. Puściłem w eter kolejnego bąka, którego cebulowo-kaszankowy aromat zmieszał się z wonią natury, tworząc swoisty bukiet. Buła przeklął siarczyście. Najwyraźniej fetor zbudził go na dobre. Nigdy nie skarżył się, że walę na łodzi. Przeklinał dla zasady. Na tej łodzi to już go chyba nic nie wzruszy. Przeżył szczanie do butelki (łowiliśmy w miejscu dość dużej presji wędkarskiej), przeżył sranie w toni, to przeżyje pierdzenie w łodzi. Chociaż mnie się do śmiechu nie robiło. Częste pierdzenie oznaczało, że przyjdzie parcie na stolec. K..., a dopiero co wypłynęliśmy... Nie będę się na zapas martwił, nasram do woreczka po śniadaniu, bo woda już za zimna, żeby wskoczyć jak ubiegłego lata. Tego jeszcze nie ćwiczyłem... Powietrze rozdarło przeraźliwe piiip!piiip!piiip!piiip! Branie!! Mgły odleciały, zrobiło się całkiem widno, ryba cały czas ciągnęła... piiip!piiiip!piiiip! Gdzieś z daleka dochodziło mnie chrapanie. Jeleń? Brzeg zaczął się oddalać, rozpływać w szarości. Otworzyłem oczy. Chciało mi się ryczeć. K...! Nawet we śnie nie można sobie spokojnie połowić. Przewaliłem się przez śpiącą małżonkę. Nie słyszała budzika. Nigdy go nie słyszy. Wiele rzeczy na tym świecie jest dla mnie niezrozumiałych. Klapnąłem budzik tak jak klepie się kobyłę po dupie, którą dosiadła teściowa. Usiadłem jeszcze na tapczanie, nie mogłem uwierzyć, że to sen. Gdzieś w mroku pokoju zalatywała woń przetrawionej kaszanki... Powaliłem się na poduszkę, ale tylko na chwilę, musiałem zebrać myśli; gdzie jestem i co robię. Codziennie ten sam koszmar, codziennie nie mogę uwierzyć, dojść do siebie. K..., kiedy to się skończy? Marzę, że obudzę się od niechcenia po dziewiątej, by przewrócić się leniwie na drugi bok, wymacać znajome pośladki, suche i ciepłe, powędrować na wzgórza, ku dolinom, przeczesać palcami porośnięte stepy, podrapać po plecach, rozbudzić, rozgrzać, rozpalić, zatańczyć dziko, namiętnie i czule... Kiedy? W oku zakręciła mi się łza tęsknoty za czymś, co było nieosiągalne. Czy chciałem zbyt wiele?

images39.fotosik.pl/171/a87919b868b82a04.jpg


Część II
Wchodzę w ciemność. Przemroziło w nocy. Milka (kot, kotka właściwie) siedzi skulona na oknie z łapkami schowanymi pod brzuchem. O łapki dba. Jakby nie dbała to nie mogłaby wygrzebać dołka w piasku pod domem, a jak nie wykopie dołka to nie nasra do niego i nie zagrzebie go. Wtedy będzie chodzić nieszczęśliwa i nasra gdzie bądź. Na przykład w garażu. Już to przerabiałem. Tak więc lepiej o łapki niech dba, nie będę jej płoszył. Kiedyś puszczałem jej szturchańca. Tak dla zasady, żeby zbyt długo nie spała. I tak śpi całe dnie. Skąd mogę wiedzieć jak jestem w pracy? Prószy śnieg. Szukam kluczy do kłódki. Zawsze zamarza w taką pogodę. K...! Zostały w domu. Wracam się. Nie lubię się wracać. Kiedyś jechałem na ryby. Tydzień przygotowań, nowe żyłki, przewiązane na nowo zestawy, wyważone. W butelce po Coli. Papranie z ciastami, micha zanęty (kaszy manny). Manny a nie mannej. Manny. Pobudka o 2.30 (szedłem spać po dwunastej). Po omacku uczepiłem przyczepę z łodzią. Numery na łódź naklejone w ostatniej chwili, urzędasom się nie chciało na czas rejestracji zrobić. Pędzę na czerwonym przez wszystkie ronda, Gdańską po dziurach (nie zdążyli załatać po zimie) po Bułę. Buła nie w humorze. Przestałem się przejmować jego humorami. Jak zarzuci wędkę mu przejdzie. Jedziemy. 60km z okładem. Po drodze musiałem zatrzymać się na stacji CPN po piwo dla Buły. A tu go bolało... Mniejsza z tym, Człowiek nie wielbłąd i napić się musi. Jedziemy, już niedaleko. Jesteśmy nad wodą. Pierwsi. K... jeszcze przez dwie godziny będziemy pierwsi. Zawsze tak jest. Dupa pali do wyjazdu, że wcale bym spać nie szedł. Pakujemy się do łodzi, ciężarki, micha zanęty, robale, jedzenie, termos, podbierak... A gdzie moje wędki?! ...?!
Na tarasie domu.
Ręce zdążyły mi zmarznąć. Z trudem otwieram drzwi. Chyba narobiłem hałasu. Słyszę złowrogie pomruki z sypialni. A niech mruczy. Przejdzie jej, może zapomni do rana. Jeszcze się odleję przy okazji, jak już się wróciłem. Lać też muszę w nocy po cichu. Jak jestem sam w domu to leję w lustro wody. Sprawdzam stan swojego stercza. Zawsze się zastanawiam czy prostata mnie dopadnie lub kiedy. Szczam po cichu, żeby nie mruczała. Po ściance. O! Dobrze, że się wróciłem. Znowu ktoś mruczy z sypialni. Wiem nawet kto... Kochana jest, nawet jak pomruczy; że głośno, że siusiam na lustro, że chrapię, że nie chrapię, tzn nie oddycham (jak mam bezdech)... Chyba od kota nauczyła się mruczeć. Tyle, że kot mruczy jak mu dobrze. Moja baba odwrotnie.
Schowałem przyrodzenie starannie, przykryłem podkoszulkiem. Nie podkoszulką, ale podkoszulkiem lub tresikiem jak mawiał mój kolega, Kupa, co w technikum leśnym włosy na dupie sobie zapalił, gdy udowadniał mi istnienie ogni bengalskich. Taki pałucki żargon. Tam, na Pałukach chodzą nie na pachtę, ale na harendę, a jak na harendę to zamiast podkoszulka mogą nosić tresik. Wszyscy mieli podkoszulki, a Kupa (taki miał pseudonim) nosił tresik. Wieszał go po WueFie na wieszaczku, żeby obsechł. To był rytuał. Kupa był luzakiem. Jechaliśmy z Żywca pociągiem, którym kibole na mecz zdążali. Strach zaglądał nam w oczy. Mirek (wychowawca) zaszył się gdzieś w zakamarkach wagonu, szczęśliwy, że nie musi interweniować. Wpadło do przedziału takich kilku mięśniaków z grzecznym zapytaniem o papierosy, wódkę i o to, za kim kibicujemy... Kto nie zdążył przeczytać z szalika za kim warto kibicować otrzymywał plombę. Mi odjęło mowę i stwierdzili, żem kaleka, a Kupa zaspany i ze stoickim spokojem oznajmił, że on kibicuje Pałuczance Żnin! Osiłek zaniemówił. Nie miał wgranej takiej opcji, więc zostawił Kupę w spokoju. Stare dobre czasy. W internacie. To było życie! Ptychu co noc męczył w prześcieradło z tęsknoty za swoją miłością. Rano budził nas stwierdzeniem, że właśnie otrzymał zmaz... A to, że sobie ręką pomagał zostawiał dla siebie. Ja z kolei miałem świra na punkcie ptaków. Łapałem młode kawki i sroki po burzy. Trzymałem w szafce nad łóżkiem. Kiedyś na noc nie zamknąłem drzwiczek i miałem całą pościel osraną przez kawkę. Już więcej się nie zesrała. Sokół ją wp-lił na śniadanie, a mi przeszło trzymanie kawek i innych skrzydlatych szczeniąt. Ale technikum miało też sentymentalno pozytywne aspekty. W końcu był to wiek nie tylko głębokiego onanizmu ale i pierwszych kontaktów w realu (straszyli, że włosy wyrosną, między palcami); to były czasy! Beztroskie wakacje, mazurskie noce, szum tataraku, jej włosy pachnące ogniskiem i przyzwolenie zamkniętych oczu. Nabrzmiałe sutki doskonale wyczuwałem pod grubym wełnianym swetrem. Dłoń radziła sobie bez mapy. Dotarła do wilgotnego łona. Było gorące. Zbyt gorące, jak dla junaka. Nie pamiętam jak miała na imię. Kilka było tych imion i wszystkie zostały we wspomnieniach. Nie tęsknię do nich, ale tęsknię do tych czasów, w których przyrodzenie samo rwało się do wszystkiego, co przypominało ludzka samicę, a przy okazji golenia zarostu gęby (dwa kłaki na krzyż) goliło się dłonie (tak na wszelki wypadek). To se ne wrati pane Hawranek. Później studia. Era bimbru, era palenia i rzucania palenia oraz era gitary. Gitarę kupiłem od Kupy. Przywiózł ją z Czechosłowacji. Osobny rozdział... Trzecia klasa technikum, pierwsze poważne zmierzenie się z prawdziwym piwem... 12 baksów i gitara była moja. Polska złota młodzież-jak mawiał śp. Ojciec Hebla. Jeździłem z bimbrem, papierochami lub bez papierochów i z gitarą do Pinezki. Dziś już żony Hebla. Brną przez to cholerne zafajdane życie naprzód. Człowiek zwany Koniem. Historia Hebla i Pinezki. Dwojga ludzi, których połączyła końska odyseja. Podziwiam ich upór, odwagę... Startowałem do Pinezki. Może byłem za mało zdeterminowany? Jakoś nie wyszło. Pozostało to, co po miłosnych rozczarowaniach rzadko zostaje: głęboki szacunek i przyjaźń. Do Hebla też, choć to była konkurencja. Hebel właściwie był moim pierwszym i chyba jedynym kumplem, z którym mogłem taka serdeczną wódkę wypić. Serdeczna wódka. Nikt nie wie co to oznacza. Można pić i się nawalić jak Batory, a rano mieć kaca i przywitać się z panienką śpiącą obok, którą się pierwszy raz w życiu widzi, ale to nie jest serdeczna wódka. Pamiętam kiedyś w Pile. Piździawa jesienna na całego, a my siedzimy w łódce na środku Zalewu Koronowskiego i tniemy leszcze jednego po drugim. Palimy papierosy i popijamy wódeczkę. Potem zziębnięci do szpiku wracamy i pijemy rosół Małgochy. Po całkiem trzeźwemu smakował pewnie, jakby na końskiej pydzie był nagotowany, bury, brązowy z rozgotowanym makaronem, ale wcześniej, jak i później tak dobrego rosołu nie jadłem. Wieczorem mogliśmy pić dalej w zaciszu rybaczówki. To była serdeczna wódka! To się już k... nie wróci! Wspomnienia, które bolą bo są nie do odtworzenia. I nie chodzi o wódkę ale o zespół zjawisk, które pozwalają nazwać ją serdeczną. Ognisko w nad jeziorem, jakiś namiot, węgorz pieczony na patyku, komary, a z językami ognia wzbijają się w górę nasze żale do panienek, które uciekały szybciej od płomieni.... Chce mi się wyć do księżyca... Tyle czasu przelatuje między palcami, młodość... Dzisiaj prawie 18 +VAT... Aż łza się kręci w oku. GPS na palcu... W życiu piękne są tylko chwile. Gdzieś siedzi głęboko czas wspomnień, majaczy jak po dobrej wódce, by nad ranem wytrzeźwieć i skacować, przywitać się jakby po raz pierwszy. Z kimś obcym...Kimś, kto tam nie był, nie przeżył. Kto nie zrozumie. Gdzieś w moich snach jest to jezioro cierni...nim śmierć na wieki kształt swój spełni

images43.fotosik.pl/174/7d8e357f2d2315f2m.jpg


Część III epilog
Wracam do szarej teraźniejszości.
Znów wychodzę na mróz. Wielka niedźwiedzica jest tak wielka, że się jej boję. Mruga ślepiami, jakby chciała mnie pożreć, za to, że zakłócam jej sen. Walczę z kłódką. Puściła. Punciak (nie Pontiak tylko Punciak) wpuścił mnie do środka. Szyby zamarznięte. Zapalił. Zeszłej zimy nie zapalał. Pier...ne Makarony wsadziły baterię na ichny klimat. I nie zapalał przy minus dwudziestu. Co ja się najeździłem żeby mi wymienili baterię na odpowiednią dla naszego klimatu! Musiałem sięgnąć po najcięższą broń. Zacząłem pisać. Papier jest cierpliwy. Bateria została wymieniona. Na odjezdne świerzbił mnie środkowy palec. Miałem dość fachowców samochodowych, mechaników, elektryków. Teraz, z nową baterią miałem ich wszystkich w d...e. Gońcie się!
Zawsze na coś brakuje kasy. Tej zimy na opony zimowe. Kulam się na letnich. Jak ojciec mój miał syrenkę nikt nie pomyślał, że mogą być opony letnie i zimowe. Niektórzy brali od tarpana z większym bieżnikiem. Jadę do roboty. Daleko nie jest, ale na lacza? Chyba by mi płetwy odpadły. Kiedyś szedłem. Nie miałem wyjścia, jak mi się maluch rozkraczył. To był wóz! Całą budowę obsłużył. Płytki z Bydgoszczy wiozłem na cztery kursy. Ale przewiózł. Rozkraczył się potem.
Czas na przerwę śniadaniową. Wyjmuję kanapki z worka, odwijam z papierka. Białego. Są pyszne (jak zwykle). Muszą być takie, bo inaczej sam mógłbym sobie je robić. Po śniadaniu kawa. Druga. Pierwszą wypijam z samego rana, tak na pobudkę. Dzisiaj właściwie byłem dość rozbudzony, ale wypiłem. Z przyzwyczajenia.
Mam dość. Za chwilę druga. I wracam do domu. Dzieciaki od progu wieszają mi się na szyi. Daję im po lizaku, który kupiłem po drodze w sklepie u pani z wąsami. Niech tyle masła nie je z cholesterolem, bo widać nie wszystko idzie w estrogeny. Ale poczciwa kobita, tyle, że trochę męska. Dzieci wyraźnie zadowolone, zostawiają mnie na chwilę w spokoju. Zdejmuję buty. Śmierdzą mi nogi po całym dniu. Jak nałożę papcie, to przez chwilę nie będzie czuć. I o to chodzi. Grzyb pewnie się rozwija jak śmierdzi. A może bez grzyba, tak samo z siebie? Mam papcie, to najważniejsze. Daję kobiecie buzi na dzień dobry. Poczciwa baba, siedzi przy garach. Mówię baba, ale to tak przymilnie, ona wie, że ją szanuję. Pewnie znowu ziemniaków nie osoliła, ale czy to ma jakieś znaczenie? Dzieci nie dają mi dojeść. Lizaki się skończyły. Jestem zmuszony przerwać sobie jadło i puścić Kreta. Nie chodzi o sranie, tylko o bajkę. Jak Krecik wykopał dołek, wylazł z niego, wziął konewkę i podlał kwiatki, schował konewkę do dziury, z której wylazł (konewka pięć razy większa od dziury), wylazł znowu z nożyczkami i obciął kwiatki, zaczął ziewać i poszedł spać. Z powrotem do dziury. KONIEC. Następna bajka. Fabuła podobna, tyle, że podlewanie wężem. Wąż się przedziurawił. Krecik dużo czasu traci na naprawę szlaucha. Denerwuje się czy zdąży przed ciemnym z naprawą. Zdążył. KONIEC. Kolejna bajka o Kreciku. Muszę to z dziećmi oglądać. Czysty masochizm. Tych bajek jest piętnaście. Sam je nagrywałem. Wszystkie o Kreciku. Wykręcam się potrzebą zrobienia kupy. Zdarza się, że tam mi nie przeszkadzają (jak zdążę się zamknąć). Żona mnie pogania. Zrobiłem naprędce małą, ale zgrabną kupkę. Przeżywać własne sranie nauczyłem się w Bułgarii. Dziwnym zrządzeniem losu byłem na obozie filatelistycznym wraz z Kupą (z którym później spotkałem się w Technikum Leśnym). Bułgarzy nie mieli klopów. Opcja DEMO kibla czy jaka cholera?? Może z oszczędności, może brak gliny do ceramiki?? No, kibli nie mieli, ale srali do dziury. trzeba było stanąć na posadzce, przybrać pozycję kuczną i celować do dziury wielkości pomarańczy. Początki były trudne, ale z czasem się nauczyliśmy srać do dziury. Podobały mi się komentarze Kupy, który każdy celny strzał nie omieszkał odpowiednio skomentować tryumfalnym okrzykiem. Po latach stwierdziłem, że dziura dziurą, ale higienicznie! Marzę teraz o zalegnięciu na kanapie. Dzieci wieszają mi się na szyi. Muszę ponosić je na barana. Znalazły sobie barana. Milka skrobie w okno. Głodna. A niech myszy łapie, nie będę jej przekarmiał. Potem sra gdzie popadnie. Nie ma litości. Do dobranocki mam jubel. Z dziećmi. Nie odejdą na krok. Tatuś - to brzmi dumnie. Ciekawe czy za kilkanaście lat będą ojca lubić i szanować? Żona ma dość. Po całym dniu też jest wykończona. Dobranocka. K...! Jeszcze raz Krecik. Mają farta! Po dobranocce trzeba dzieci położyć. Paciorek. Teraz trzeba poczytać bajkę. Czytam i czuję, że język mi się plącze. Zasypiam. Dzieci mnie budzą. Czytam dalej. Męczę się cholernie i ziewam co drugie zdanie. Zasypiam po raz drugi. Czyjaś dłoń wzięła ode mnie książkę, na której spałem, ale to nie była dłoń córki. Rozebrała mnie delikatnie, zmysłowo... Przytuliła się. Ciepło. Dłonie rozpoczęły nieśmiałą wędrówkę, jak łososie do odległych tarlisk, pokonując wodospady i przesmyki. Jak węgorze do Morza Sargassowego odległego o setki mil, a jednak bez GPS docierają bezbłędnie! Nie musiałem otwierać oczu. Nagi instynkt był moim wzrokiem, a język, jak pies pasterski, przewodnikiem. O Bogowie! Cóż za słodycz wyrywa mnie z mar sennych, cóż za rozkosz cuci moje zmysły? O Ciała Jamiste! Wypełniajcie się po brzegi! O Latarnio Łonowego Wzgórza! Zaświećże! Marynarz portu szuka. O Wargo Wielka i Wargo Mała! Kraino Nabrzmiałych Sutek! Gdzież Twa przystań, gdzież? Lokomotywo Tuwima! Wzywam Was! Stańcie tu i teraz! I wejdźcie ze mną! Sezamie Człowieczego Łona! Otwórz się! O tak! O tak! O tak! Żywo, żywo! I biegu przyspiesza i gna coraz prędzej, a jeszcze palacz węgiel w nią sypie... I stuka i dmucha, łomoce i pędzi... Już słyszę ryk syreny! Widzę jak motorniczy zbliża rękę do cięgła, zaraz je złapie i pociągnie, rozedrze się i sygnał doleci do stacji o ułamek sekundy szybciej od rozpędzonej lokomotywy. Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha... Już doszedł do dźwigni, za chwilę naprze, nieświadom, że zakończy, że odetnie drogę parze, że palacz przestanie dorzucać, że maszyna zziajana zdyszana zacznie słabnąć, że zwolni, że będzie hamować... zacisnął palce, uwiesił się, ze wszystkich sił. Zawył przeraźliwie. Targnęło na boki. Zastygła w ruchu. Jak jeleń raniony pociskiem. Spazm, który nie pozwolił mu przeskoczyć wąwozu. Zwalony grymasem bólu, zdziwienia. Że już koniec, że szaleńcza pogoń została przerwana jakąś nadprzyrodzoną siłą. Ale to tylko chwila, błysk w oku. Ułamek zawahania. Podnosi się i rusza dalej. Moment bezwładności przekracza możliwości mięśni. Każe przeć, zawyć, zaryczeć, a ryk odbija się echem bezsilności. Farba, która teraz z rany pulsuje w takt jak serce wali. Para buchnęła. Snopy iskier spod kół. To nie zabawka, mała blaszana, co się nagle zatrzyma i w ułamku zwolni zziajana, zdyszana... dobija do stacji niesiona na rękach Bogów od Ciał Jamistych, od Latarni Łonowego Wzgórza, od Warg Dużych i Małych. Od Krainy Nabrzmiałych Sutek. Sezamie Człowieczego Łona! Niech Wam dzięki będą! Sapie rozgrzanym cielskiem, drży, stuka, puka, prycha, coraz wolniej, coraz leniwiej, coraz mozolniej. Wycisza łoskot wygasa, jak raniony bawół brnie jeszcze resztkami sił nie patrząc pod nogi, tratuje wszystko w zasięgu wzroku. Tuwimie! Jesteś wielki! Wszystkim się zdawało, że Wojski wciąż gra jeszcze... Stanęła. ...a to echo grało. (I Ty suchotniku akermański! Za efekt Wojskiego.) Zasnąłem snem sprawiedliwego, by śnic o wódce serdecznej i o głębokiej Toni Zalewu.
22 luty AD 2005
images47.fotosik.pl/175/fd0843eede57416bmed.jpg

Edytowane przez Frantic dnia 20-11-2009 03:16
"Wędkarstwo i tak wystarczająco mocno kłóci się z etyką, by nie przeginać bardziej niż to konieczne" Danek
 
www.picasaweb.google.com/krzykamienski
Emil65
No,przeczytałem wszystko,a było co Smile
No to czekamy na następne Cool
 
bobo160
Naprawdę świetne opowiastki opisujesz ouch a najbardziej podobał mi się ten fragment hahaha cytuje:
Daję kobiecie buzi na dzień dobry. Poczciwa baba, siedzi przy garach. Mówię baba, ale to tak przymilnie, ona wie, że ją szanuję. Pewnie znowu ziemniaków nie osoliła, ale czy to ma jakieś znaczenie? Dzieci nie dają mi dojeść. Lizaki się skończyły. Jestem zmuszony przerwać sobie jadło i puścić Kreta. Nie chodzi o sranie, tylko o bajkę. Jak Krecik wykopał dołek, wylazł z niego, wziął konewkę i

Oczywiście czekamy na następne opowiadania w Twoim wykonaniu Wink
Edytowane przez bobo160 dnia 06-08-2009 21:41
Świdnica images45.fotosik.pl/48/25963d03907384cem.jpg Kapellen
 
Frantic
Pogrzebię w szufladzie, podumam... Elektorat trochę młody i ciężko coś wybrać; trzeba przerabiać... To już nie to samo.
Czy ktoś może wie czy można ominąć hasło w WORDZIE? Tyle rzeczy u sklerotyka w kompie siedzi...Jak bąk na zebraniu PZW, który nigdy nie ujrzy światła...Bo będzie smród.
"Wędkarstwo i tak wystarczająco mocno kłóci się z etyką, by nie przeginać bardziej niż to konieczne" Danek
 
www.picasaweb.google.com/krzykamienski
lawinka
Frantic skąd Ty to bierzesz?
...łososie do odległych tarlisk, pokonując wodospady i przesmyki... węgorze do Morza Sargassowego
No bajka po prostu !Cool
 
Frantic
To jest tzw. ZEW KRWI.
Być może pewne proste formy życia, istotne prace wykonują przypadkowo, co wcale nie znaczy, że te wyższe, posiadające substancję szarą, podporządkowują jej operacjom swoją potrzebę przedłużania gatunku. Dotyczy to obu płci. Sam byłem świadkiem w ubiegłym tygodniu, na portowym spacerniaku Jastarni (pakowałem z auta do łódki wędy - 4 rano), gdy jakiś koleś na ławce odbywał wędrówkę tarłową z siedzącą pod nim niewiastą. Szczeniara - jak to za moich czasów mawiali - bez dowodu, on jeszcze młodszy.
Pewnie nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ale zmieszawszy się na mój widok (nie wiem czy wyglądałem też na tarlaka, choć pewnie dla nich to byłem dziadkiem), on zaproponował pójście do niego, ona na to gdzie ja prowadzi - pyta nieśmiało... Gdy byli bardzo blisko, idąc w kierunku, który on zaproponował, ona spytała kolesia jak ma na imię....
No dla mnie bomba!
To kiedyś za babą człek musiał wydeptać ścieżkę. Pamiętam raz nawet na ryby nie pojechałem, żeby nie stracić możliwości adorowania (czyt. odganiania innych natrętów)... A dzisiaj, jak prawie jest po wszystkim, siksa pyta z kim miała przyjemność??

Jak z hasłem do Worda? da się otworzyć bez jego znajomości, bo juz włosy tracę?

"Wędkarstwo i tak wystarczająco mocno kłóci się z etyką, by nie przeginać bardziej niż to konieczne" Danek
 
www.picasaweb.google.com/krzykamienski
Grzesiek
Krzyś, na szybko nic nie poradzę, jak się wyśpię to postaram się znaleźć co trzeba. Bo o ile mnie wiedza nikła moja nie zwodzi, trzeba zainstalować sobie jakiś prosty programik, którym odszyfrujesz dane z zahaślonego - że się tak profesjonalnie wyrażę - pliku, i już. Ktoś kto spłodził dzieci, wiele bajek o Kreciku i opowiadania o życiu, z tym też sobie poradzi. hehe sleep

A takie podbijanie gumy to jakby bardziej znajome, swojskie niż robienie cudów z pilkerem. Przywieszka, to coś niby Drop Shot, też do ogarnięcia, ale już mnie tak nie kręci. Bardziej to przemawia do mojej śródlądowej wędkarskiej wyobraźni. Lżej niż 100-150 gram nie ma sensu na waszych miejscówkach?

Pozdrawiam
Grzesiek
Gdzie żyje etyka, tam ryba nie znika ! ! ! Czasem i po szkodzie głupi
Nie zmieniam avatara ]:> Duze_Bu
 
Bartek
Frantic aby odzyskać hasło na wordzie poszukaj następujących programów:
Word Recovery 2007
Word Password Recovery 1.0M
Word Password 8.1 build 4523
Przy ich pomocy napewno odzyskasz hasło. Wink

A co do opowiadania jest super ouch
Edytowane przez Bartek dnia 20-11-2009 08:03
 
sokool
Ło madafaka bosko. Cos pięknego , tęsknota za tym co już mineło , nie wróci , to jak tęsknota za kimś kogo nie ma mimo iż na palcach po cichu wszedł . Ale ta serdeczna wódeczka... teraz to już trza patrzyć , że do roboty abo coś tam . Ech gdzie Ci szajbusy z tamtych lat ? Teraz musisz być poważny tego nie wolno a to nie wypada i takie tam brednie . A wspomnienia tego nam nikt nie odbierze . Ech łezka się w oku kręci . Ostatnio jak sobie na powrót irokeza wyciołem jak za dobrych Jarocińskich lat to mi baba powiedziała , że zachowuje się jak niedorosły 16 latek , a co ona wie o tęsknocie za tamtymi czasami ? Mam nadzieje, że nigdy nie spowarznieje do takiego stopnia ,że odłoże moją wysłużoną skórę i glany do szafy , że nie zapomnę kim jestem i powiem ,że ta wódeczka na ławecze w parku z kolesiami to nie prawda i ja taki nie byłem . Ech wspomnienia ... chociaż czasem takie numery żonie wywijam , że sam się boję ...
Edytowane przez sokool dnia 20-11-2009 08:53
nieważne jaki sprzęt , ważne jakie serce !!!!
 
Przejdź do forum:
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Panel informacji
Panel informacji -----------------
Aktualnie online
· Gości online: 5

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 15,501
· Najnowszy użytkownik: PieczywCarpTv
Przetłumacz stronę

Losowa Fotka
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

Kondzio154
19-08-2018 11:53
Cześć.

Labedziak
19-08-2018 11:12
Witam Wink

MatiQ
18-08-2018 22:25
Cześć, mi ostatni tydzień został Semi, jutro ruszam nad wodę zobaczymy jak będzie

Semi
17-08-2018 13:10
Urlop leci a ryby jak strajkowały tak strajkują. bezradny

Abramis
16-08-2018 22:52
Cześć Wink

Labedziak
16-08-2018 16:28
Witam Wink

MatiQ
16-08-2018 14:24
Cześć Wink

Semi
16-08-2018 08:44
Siemka. Wink

samsam
15-08-2018 18:22
Cześć.

stan2010
14-08-2018 20:23
Cześć Wam Wink

48,219,667 unikalne wizyty Original Theme, Athos, by Thomas - Modified into Athos_Grey by Exodus