Maj 22 2018 05:51:19
Nawigacja
· Regulamin forum
· Regulamin PZW
· Strona główna
· Forum wędkarskie
· Kontakt
· Szukaj
· Dla zalogowanych
· Administracja
· Prognoza pogody
Wędkarstwo
· Rekordy na pierwszy plan
· Ogólne
· Gruntowe
· Karpiowe
· Spławikowe
· Muchowe
· Spinningowe
· Podlodowe
· Morskie
· Opowiadania
· Gatunki ryb
· Jak złowić
· Łowiska wędkarskie
· Inne
· Wędkarska szkoła
Warto zerknąć
· Artykuły
· Sprzęt wędkarski
· Galeria i tapety
· Sklepy wędkarskie
· Statystyki strony
· Wymiana linkami
· Site map
Toplista rekordów wędkarskich
· Internetowe rekordy Polski
· Rekordy strony
Toplista
· Amur
· Bass
· Belona
· Boleń
· Brosma
· Brzana
· Certa
· Czarniak
· Dorsz
· Głowacica
· Halibut
· Jaź
· Jelec
· Jesiotr
· Karaś pospolity
· Karaś srebrzysty
· Karp
· Kleń
· Krąp
· Konger
· Leszcz
· Lin
· Lipień
· Łosoś
· Miętus
· Molwa
· Okoń
· Płoć
· Pstrąg Potokowy
· Pstrąg Tęczowy
· Pstrąg Źródlany
· Rdzawiec
· Rozpiór
· Sandacz
· Sieja
· Sum
· Szczupak
· Świnka
· Troć
· Węgorz
· Wzdręga
· Zębacz
Przyklej zdjęcie.
Wejdz na strone Kliknij Kliknij na : eigenes Bild anbringen Wybieramy zdjęcie z dysku. Nastepnie zaznaczamy: Ich bestätige...... Wpisujemy adres strony: Link ..... I klikamy na : Auf die pinnwand
Relacja z pierwszych koleżeńskich zawodów morskich Pomuchle 2007
Zdięcja z całej wyprawy na samym dole artykułu

Z wcześniejszych ustaleń wynikało, że wyjadą o 17.00 z Bydgoszczy. Mieli zatrzymać się w Stajni Stary Jasiniec po Jacka i Wiesia no i dawaj na Jastarnię! Zatrzymali się, a jakże! Wyjechali o 22.00.
Zameldowali się, gdy Księżulo już spał. Odprawił wieczorną mszę w hotelowym pokoju i poszedł chwalić Pana snem nieprzeniknionym. A ja siedziałem, jak taki dupek i czekałem na Kubę... O 23.00 zjechły dwa Darki z Pawłem. Darki to wędkarskie neptki. Głowy spod komputerów wyciągnięte, spod analiz, tłumaczeń... Po raz pierwszy na morskiej wyprawie. A Pawełek to młodzieniaszek, ale się już skrwawił dorszykiem w listopadzie zeszłego roku.
Flaszeczka sączyła cienko, gdy wreszcie przyjechali. 01.00. Samochód słychać było z daleka. Jastarnia jak wymarła. O tej porze roku nic nie przypomina Jastarni latem. Psy dupami szczekają. Po dwudziestej żywej duszy na uliczkach... Czasami słychać cumowanie kutrów. Tej nocy ruch był spory w porcie. Po północnych wiatrach ryby było opór.
Kuba tradycyjnie wytargał cały majdan z samochodu. Nie przeżyłby, gdyby nie pokazał trzydziestu pilkerów, które kupił na Allegro w przeddzień wyjazdu. Po kielichu i spać. Całe półtorej godziny snu. Wstajemy. Na śniadaniu pierwsi meldują się Wiesiek i Jacek. Ja z Księdzem dołączam chwilę potem. Reszta zrezygnowała z jedzenia, narażając się na gniew Neptuna, bo jak oni popłyną głodni, to i Neptunowi się nie dostanie. Jeszcze tylko niezbędna i najważniejsza część porannej toalety, którą trzeba odbyć w samotności, bez pośpiechu i można ruszać. Kierunek PASSAT 7 czyli kilkadziesiąt metrów nabrzeża.
Admirał jest naprzeciw portu, więc po trzyminutowym marszu ekipa znalazła się na łajbie. Ja z czterdziestokilogramowym ekwipunkiem postanowiłem podjechać autem. Załoga krzątała się, Rysiu grzał silniki. Serdeczne powitanie. Do takich miejsc, do takich ludzi chce się powracać. Jest jakiś magnes w Passacie, choć zbudowany z desek... Kapsel zaraz kawę zaparzył. Wytargałem cały mój wędkarsko-morski dorobek do messy. Chłopaki, którzy już łowili nieśmiało lokowali się na burtach. Miesiąc temu mieliśmy popis dorszowych buraków. Warszawka. Tego opisywać nie będę. Nie chcę tu sugerować, że cała Warszawa nie potrafi się zachować, ale zdarzają się buraki. Rysiu wie, że z burakami nie pływamy i tyle. Dotarł Przemek ze swoją załogą. Teraz byliśmy w komplecie. 17 chłopa. Weterani morskich przygód i dziewice. Ludzie lasu, czynu i umysłu, ale wszyscy w dobrych humorach.
Jakaś awaria, coś z elektryką. Kątem oka dostrzegłem zafrasowanie na twarzy Ryśka szypra. W spokoju dalej montowałem zestaw. Na szczęście Kapsel (Andrzej) opanował problem. To tylko bezpiecznik poszedł podczas przełączania na własne zasilanie.
Odbijamy od kei. W porcie ogromne kry pukają o burty. Ciemności egipskie - jak o piątej rano.
Kawa wypita. Teraz na dobre lokujemy sprzęt na burtach. Naprzemian. Ci, co potrafią łowić i ci, co jeszcze nie potrafią.
Światało, gdy Mojżesz ustawił kuter na pierwszy dryf, gdzieś za Kaczorowem. Kiedyś urzędował tam Prezior, wcześniej Elektryk. Dzisiaj Kaczor. Na to już nic nie poradzimy, że jeden człowiek potrzebuje tyle metrów kwadratowych plaży i nadmorskiego lasu... Do tego cała armia patroli. Ale szefa w rezydencji nie było, no i dorszy w pobliżu też nie. Płyniemy dalej, na kamerun. Pierwszego bolka wytargał Ksiądz. Chwała Panu! Byłem z Księdzem dwa miesiące wcześniej. Łowił pierwszy raz. Pamiętam, spuścił pilkera i stwierdził: Kurde, zaczep! Zrezygnowanie na twarzy. Dzisiaj już wiedział jak walczyć z takim zaczepem. Śledzi naniosło na tarło co nie miara. Zbite ławice były aż czerwone na monitorze. Ale dorszy jak na lekarstwo. Padały pojedyncze sztuki na wędki, starych wyjadaczy. Premierowych nie było. Szukamy dalej. To samo. Czyli wielkie nic. Pół godziny przerwy, płyniemy na Frankena. Duży statek szpital spoczywający w dwóch częściach za torem żeglugowym na głębokości ok. 60m.
Tu zabawa się zaczęła! W ruch poszła osęka i podbierak. Rysiu z Kapslem pomagali wydostać ryby na pokład. Padały dwójki, czwórki. Same klocki. Poszło trochę pilkerów. Razem 2-3 kg... Wtedy jeden z chłopaków ekipy Przemka zrobił się siny z wysiłku. Wszyscy przerwali brandzlowanie wody i oglądnęli walkę z siódemką. Padła największa sztuka zawodów. Padła też wędka. Złamała się w połowie. Jakiś lichy kij Dragona pewnie przez Chińczyków poskładany nie wytrzymał walki.
Z resztą na dorszach (a raczej na wrakach) połamać można większość wędek. Opierają się jedynie markowe Norway King Fiordy SPRO. (Taki kij przygotowałem na nagrodę za drugie miejsce) Aby go złamać to naprawdę trzeba być kowalem albo nie mieć wyobraźni. Chłopcy łowili na szklaki DAM-a, dostrzegłem też JAXONA i MIKADO. Ja łowię już drugi sezon na węglową sumówkę BALZER Magna Wels która jak dotąd mnie nie zawiodła. W odwodzie mam lżejszą wędeczkę, też węglową, Dyno Force Pilk firmy SPRO do 185g, ale z powodzeniem pracuję 200-gramowym pilkerem. Wśród kołowrotków przeważały PASSIONy 750. Przyznam się, że to za moją sprawą, gdyż trzech kumpli (w tym Kubę i jego brata) namówiłem do kupna Passion-a, pomimo, że nie jest to morski kołowrotek, ale na tyle ma wytrzymałą przekładnię i spasowane elementy, że idealnie łowi się na niego w morzu. Wystarczy trochę przemyć po wyprawie, naoliwić... Szczególnie w mroźne dni nie obmarza r11; jak metalowe. Oprócz Passionów były dwa młynki Power-Piraty z licznikiem firmy DAM (mój i Kuby), jakieś lepsze Shimano w ekipie Przemka, kilka Sailerów i Blue Arc r11;ów. Sprzęt jednak nie był tak istotny. Najważniejsze, że ryby brały!
Po wyholowaniu tej siódemki maruderzy wylegli z messy (patrzyli na Małysza, zdobywającego japońskie złoto) i zdecydowali się zapuścić przynętę w toń... W większości wypadków była to ostatnia trajektoria tej przynęty... Rwaliśmy niemiłosiernie. Ale ryby też były. Komu się udało ominąć omszałe relingi i urwane sieci, ten miał dorsza. Oprócz pilkerów do wody trafiły pierwsze pokarmy. Momentalnie zleciały się mewy. Cząstki chleba pływały na powierzchni, a te tłukły się o nie, jakby miesiącami nie jadły...
Po południu brania ustały. Popłynęliśmy w okolice Helu. Obstukaliśmy parowiec. Dorsze sporadycznie wieszały się kotwic. Jak ktoś miał kotwicę Gamakatsu, to zacinać nie musiał. Nie zdarzyło się, aby ryba spadła, ale większość nowicjuszy nie zauważała różnicy między jedną czy drugą kotwicą. Kotwica to kotwica... W końcu to były zawody. Towarzyskie, ale jednak zawody, w których liczyło się też doświadczenie, trochę sprytu no i kotwica...
Rysiu oznajmił ostatni dryf. Wytrwaliśmy z Księdzem i Kubą do końca. Ręce bolą, ramiona bolą, wszystko boli (żebra też r11; wiadomo, od czego). Spuszczamy bez przekonania pilkery na UBOOT-a. Poczułem opór. Siedzi. Teraz pokonać 65 metrów wody. Łatwo się mówi. Była to dziesiąta, może dwunasta godzina machania bądź co bądź 400-gramową wędką +200g na pilker... Mozolnie woda oddawała metr po metrze plecionki. Zawołałem Rysia z osęką, ale mnie nie słyszał. A co tam raz kozie śmierć. Zamaszystym ruchem przeniosłem ostatnią dwójkę ponad głowami kolegów. Dziewiąta moja pomuchla wylądowała w skrzynce.
Trzy dźwięki trąbką sygnałową. Ksiądz udawał, że wyciąga zestaw, cały czas twardo pracując przynętą przy dnie. Zahaczył i urwał. Uboot był nie do ruszenia. Nadzieja jednak umiera ostatnia... (przede wszystkim u Księdza...) KONIEC ZAWODÓW.
Nareszcie. Pierwszy raz czekałem na te trzy sygnały. Rysio nigdy nie patrzy na zegarek, jak na innych kutrach. Nie pamiętam, abyśmy kiedykolwiek spłynęli szybciej niż o 18.00. Zawsze po drodze zaliczyliśmy jakiś wrak, jakiś dobry zapis, dołek. Na Passacie nie płaci się za osiem godzin i to z góry. Robią tak niektórzy w Łebie czy w Kołobrzegu. Człowiek nie zdąży wędki włożyć w uchwyt a już portfel ma lżejszy.
Płyniemy do portu. W pośpiechu pakuję manele. Wędki trafiają do pokrowców. W zasadzie najważniejsza część imprezy przed nami. Trzeba policzyć ryby. Niektóre poważyć w przypadku takiej samej ilości. W grupie początkującej Paweł -1 miejsce 7 sztuk (ponad 14 kilogramów), później Wiesiu myśliwy też 7, ale mniejszych. 3 miejsce Darek 6 ryb 12kg. Darek targając za jednym razem 4 dorsze (pierwsze w życiu) na chwilę odebrał innym nadzieję na sukces, potem mu nie szło, ale dołożył jeszcze dwa i trzecie miejsce bez specjalnego zaangażowania wywalczył. Jacek weterynarz zajął 4 miejsce (6 ponadkilogramowych bolków). (oczywiście wagi ryb podaję po wypatroszeniu). W grupie starych wilków ważyć nie trzeba było. Pierwsze miejsce z 14 sztukami zajął Zyga, Ksiądz był drugi (13ryb), Janusz -3, Jarek na 4 miejscu. Na czas ogłoszenia wyników i rozdania nagród Rysio zatrzymał kuter na wysokości najdalej wysuniętego helskiego cypla. Wszyscy spotkali się na pokładzie i odbyła się uroczystość rozdania nagród. Za pierwsze miejsca były kołowrotki Multiplikator Power Pirat DAM-a w grupie zaawansowanej, Seiler SPRO dla początkujących. Za drugie miejsce przewidziano wędki: Norway King Power Fjord 30Lbs a w początkującej grupie Prion Power Boat 300 (obydwie wędki SPRO). Trzecie miejsca nagrodzono okularami polaryzacyjnymi Solano i EXPERT, czwarte miejsce po czapeczce SPRO i GAMAKATSU. Niestety nie przewidziałem nagrody za największą rybę. Wszyscy dostrzegli konsternację. Jedynie Ksiądz wiedział jak wybrnąć z trudnej sytuacji. Chciałbym moją nagrodę przekazać temu, kto złowił największą rybę zawodów oznajmił i tak też zrobił. Spontanicznie posypały się oklaski. Zadowolenie i duma rozpierała Krzysia z ekipy Przemka. Tej wędki już nie złamie. Na koniec specjalny upominek, który przygotowaliśmy wcześniej (pilker king-chrome 500g na deseczce z okolicznościową tabliczką) otrzymała na ręce szypra Rysia cała załoga PASSATA 7. Wszyscy spisali się na medal.
Na majową imprezę już dzisiaj mam komplet.

Relacjonował Frantic

Wiecej zdięc w tym temacie



Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Panel informacji
Panel informacji -----------------
Aktualnie online
· Gości online: 6

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 15,490
· Najnowszy użytkownik: ada1986
Przetłumacz stronę

Losowa Fotka
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

Labedziak
21-05-2018 07:56
Witam Wink

Norbert
20-05-2018 21:12
Witam.

Kondzio154
20-05-2018 16:21
Cześć.

Semi
20-05-2018 11:12
Siemka

lota@lota
19-05-2018 20:32
Witam wszystkich...

Abramis
19-05-2018 20:04
Hejka Wink

stan2010
17-05-2018 19:57
Siemka Wink

Semi
17-05-2018 19:21
Niedzielę mam wolną i ruszam nad jezioro w Węgorzewie jak nie będzie lało.

Abramis
17-05-2018 15:37
Cześć Wink , zbliża się piąteczek, jutro ojciec jedzie mi po węgorze do stawu Shock

Labedziak
17-05-2018 11:52
Witam Wink

46,935,586 unikalne wizyty Original Theme, Athos, by Thomas - Modified into Athos_Grey by Exodus