Październik 24 2018 00:56:57
Nawigacja
· Regulamin forum
· Regulamin PZW
· Strona główna
· Forum wędkarskie
· Kontakt
· Szukaj
· Dla zalogowanych
· Administracja
· Prognoza pogody
Wędkarstwo
· Rekordy na pierwszy plan
· Ogólne
· Gruntowe
· Karpiowe
· Spławikowe
· Muchowe
· Spinningowe
· Podlodowe
· Morskie
· Opowiadania
· Gatunki ryb
· Jak złowić
· Łowiska wędkarskie
· Inne
· Wędkarska szkoła
Warto zerknąć
· Artykuły
· Sprzęt wędkarski
· Galeria i tapety
· Sklepy wędkarskie
· Statystyki strony
· Wymiana linkami
· Site map
Toplista rekordów wędkarskich
· Internetowe rekordy Polski
· Rekordy strony
Toplista
· Amur
· Bass
· Belona
· Boleń
· Brosma
· Brzana
· Certa
· Czarniak
· Dorsz
· Głowacica
· Halibut
· Jaź
· Jelec
· Jesiotr
· Karaś pospolity
· Karaś srebrzysty
· Karp
· Kleń
· Krąp
· Konger
· Leszcz
· Lin
· Lipień
· Łosoś
· Miętus
· Molwa
· Okoń
· Płoć
· Pstrąg Potokowy
· Pstrąg Tęczowy
· Pstrąg Źródlany
· Rdzawiec
· Rozpiór
· Sandacz
· Sieja
· Sum
· Szczupak
· Świnka
· Troć
· Węgorz
· Wzdręga
· Zębacz
Przyklej zdjęcie.
Wejdz na strone Kliknij Kliknij na : eigenes Bild anbringen Wybieramy zdjęcie z dysku. Nastepnie zaznaczamy: Ich bestätige...... Wpisujemy adres strony: Link ..... I klikamy na : Auf die pinnwand
Kolejne zawody BTP w Jastarni 2007
Minęło już kilka dni a ja cały czas zastanawiam jak to jest.... Czasami pogoda jak ta lala, 3-4 Bft z południowego zachodu, ciśnienie ustabilizowane, dryf 0,4 węzła, a ryb na burcie jak na lekarstwo; dwa boleczki [które jeszcze w swoim krótkim życiu nie miały okazji pofiglować] na dziesięciu łowiących...

A czasami... North-Ost w zasadzie bez wyrazu, bo ani do łowienia, ani do rzygania, taka lichutka jedynka, która daje tyle ryb, że ze skrzynek uciekają.

Każdy na coś czeka... My też. Od miesiąca śledzimy pogodę, szykujemy sprzęt; ostatnie zakupy u Irka na Śniadeckich, choć niektórzy wolą sami ciąć pręty, malować, zbroić. Łukasz z Dominem kupowali w Centrostalu... Dojrzali faceci, menadżerowie poważnych firm, hodowcy, krawaciarze, a nie mogą się doczekać soboty. Jak dzieci św. Mikołaja.

Wreszcie przychodzi ten upragniony moment, ten dzień, w którym wszystko przestaje się liczyć. Praca, dom, rodzina, problemy, interesy, internet... Nic się nie liczy!

Pędzimy przez Starogard. W piątki luźniej niż na krajowej jedynce. Co pół godziny musimy stawać. Filip pokornie, jak na komendę zatrzymuje octavkę, abyśmy mogli sprawdzić prostatę. Szczególnie Janek-gaduła (siedzą z Pawłem z tyłu i zawzięcie „czytają”). Janek na samą podróż wziął zgrzeweczkę „książek”, a do tego gęba mu się nie zamyka. Pyta o wszystko, co związane z kutrem, sprzętem, rybami... Do znudzenia... Zapomniałem, jak jechałem pierwszy raz z Jakubem, którego zasypywałem pytaniami... Nerki pobieżnie filtrują zapodawane płyny. Jest Straszyn, nareszcie obwodnica! 130 koni mechanicznych zostawia inne samochody w tyle. Nastawiali po drodze budek jak dla szpaków, ale na szczęście bez suszarek w środku, bo drogie by te rybki były... Chałupy, Kuźnica... Dostajemy sraczki z wrażenia. Wreszcie znajoma tablica kaszubskiego miasta. Gdyby nie błąkający się pies, pomyślałbym, że wszyscy pomarli; port z nowo budowanym nabrzeżem (za unijną kasę), kutry – widma, stojące z pordzewiałymi bębnami. Niegdyś śmierdzące rybą. Ile to już czasu rybakom każą handlować brukselką zamiast pomuchlem? W zasadzie – ku radości wędkarzy – dorsza jest trochę więcej, ale drugą stronę też trzeba zrozumieć...

Wysiadamy. Karpiarze już są. Łukasz z Dominem musieli krótko przed nami dojechać. Wchodzimy do portowej Tawerny. Kucharz, Jędruś, serdecznie się wita rozłożystym „misiem”. Gerard z Rysiem sączą jakieś piwko. Wyraźne ożywienie na nasz widok. Chce się do nich wracać, chce się pogadać... Widzimy się ledwo kilka razy do roku a jednak zawiązuje się jakaś niewidzialna nić przyjaźni, cały kłębek tej nici opasuje wątki przywitania, urwanych zdań, takiej prostej męskiej serdeczności, która każe wierzyć w normalną ludzką przyjaźń. Jest fajnie.

Siadamy do piwa, jakbyśmy od miesiąca nic nie pili... A może mam takie skojarzenia patrząc na naszego kierowcę - Filipa? W końcu człek nie wielbłąd, napić się musi.

Leniwie mijają godziny oczekiwania na resztę ekipy. To już tradycja, że Kuba jak ma dwugodzinny poślizg, to można mówić o jego punktualności... Zmieścił się w limicie. Dotarli przed jedenastą. Jędruś odgrzał goloneczkę w kapuście. Kuba przeżuwając ją miał obłęd w oczach. Świeżo upieczony tatuś... Ach skończą się wyjazdy na dorsze, skończą... pomyślałem, ale nie powiedziałem tego głośno. Dopóki dzieciak jest przy cycku, ojca prawie nie potrzebuje, ale zacznie poznawać świat, dawać do wiwatu, srać w czyste i świeżo nałożone pieluchy, ząbkować.... Dzięki, że ja już to mam za sobą, niedługo zacznę z moimi dzieciakami jeździć. Dadzą staremu w kość, oj dadzą.

No w każdym razie po wstępnym posileniu się, toast poganiał toast, bo w końcu dla przyjemności się tu nie zjechaliśmy... Kątem oka ujrzałem Filipa deliberującego z Łukaszem o przyponach karpiowych. Każdy z nas ma bzika. Ten bzik rośnie z każdym toastem, tylko zdrowie konia Hebel zapomniał zapodać...

Ustaliliśmy miejsca na kutrze. Bez przepychanek i zgrzytów. Każdy ma ulubione miejsce. Dorsze z kolei mają nasze miejsca głęboko w dupie. Rufa nigdy nie była dla mnie szczęśliwa... Zobaczymy, co jutro przyniesie. Musiałem zapisywać, bo któż by pamiętał do jutra?

Przed pierwszą tradycyjnie idziemy na zaślubiny z morzem. Zimno. Wielka niedźwiedzica wystawiła na chwilę swój połamany kark z leniwie przesuwającego się kłębiastego gawra. Ziewnęła powoli i schowała się. Później już jej nie widziałem.

Nad uśpionym morzem nikt nas nie słyszał, ale drogę powrotną Konkele będą pamiętać... Było głośno, wesoło i bardzo późno. Parę minut po trzeciej wszyscy chrapali. Pobudka za trzy godziny. Pokoje w LOKu całkowicie nam wystarczały. Dwa wyrka i kibelek. Trzeba czegoś więcej? Temperatura dodatnia i na łeb nie pada; no żyć nie umierać! Cztery gwiazdki w klasie turystycznej: jedna za to, że każdy ma osobny tapczan, druga za ciepły kaloryfer, trzecia za wspomniany klop no i ostatnia za 20 zł opłaty poza sezonem. Rewelacja!

Nastałranek. Ładujemy się na pokład. Brakuje Kuby, Hebla i paru innych osób...7.30 a ich nie ma. Idę do pokoi. Hebel śpi. Czarna rozpacz, bo jego dobudzić nie sposób. Kuba wali w drzwi ile ma sił. Wreszcie są jakieś oznaki życia. Wypływamy po ósmej. Kapsel pociesza, że pomuchle poczekają. Jakoś mu nie wierzę. Robi nam kawę, podczas, gdy my rozkładamy kije. Każdy skupiony, każdy ma swoje tajemne przywieszki, jedynie skuteczne pilkery, wymiana kotwic na Gamaki. Pełna perfekcja. Trzeba jeszcze uzbroić wędki laikom, poinstruować, pokazać, nauczyć.

Rysio zwalnia obroty. Tylko zwalnia, a my już z kijami w dłoniach jesteśmy przewieszeni przez burtę, wpatrzeni w pofalowaną powierzchnię Bałtyku. Pilkery bimbają, muskając spokojną wodę. Gdzieś w głębinach spoczywa Kanonierka ze swoimi mieszkańcami. Ledwo dotrzymujemy transportu, spuszczając się pospiesznie w toń. Skupienie maksymalne. Jak przed pierwszą randką. Nic.

Prądy płatają figle. Ktoś odplątuje. Rysio nawraca drugi raz. Teraz już bez falstartu. Wszyscy równo. Domino coś ciągnie! Parabola wędki niewyraźna, trochę niedorobiona... Wszyscy gapimy się zapominając na chwilę o machaniu kijem. Tylko płastuga za ogon złapana. Ale zawsze pierwsza ryba! Serdeczne śmiechy i gratulacje w kierunku dziobu.

Płyniemy dalej, za cypel. Rozsypany żaglowiec. Szukam czegoś innego. Jakiejś delikatniejszej przynęty. Pilkery wydają się za ciężkie na taką flautę. Pospiesznie montuję spinning z Passionem SPRO i lineczką 0,12. Doczepiam główkę Gamakatsu Sper Big 100g. Rychu trąbi. Pospiesznie zakładam kopyto Relaksa piątkę w kolorze perłowym. Jeszcze się waham; patrzę na zestawy kolegów. Przywieszki, które jeszcze przed chwilą wisiały podrygując nerwowo jak parambole z rodzynami na końskich zadach, powędrowały już do wody. Przy nich moje kopytko wygląda dość niepozornie.

Otwieram kabłąk. Zwoje rytmicznie spadają, spadają... Stop! Nieśpiesznie podbijam raz, drugi... Targnięcie i natychmiastowe zacięcie. Skupienie było tak duże, że nie było mowy o spóźnieniu. Siedzi i bynajmniej bolek to nie jest. Kilka rytmicznych uderzeń i ani centymetra do góry, aż w końcu ruszył. Pomału, pomału pompuję na zero-dwunastce. Nawet nie wiem kiedy Kapsel stanął z osęką. Wprawnie wydobył mojego dorsza za burtę. 3,5 kg. No nieźle. Przez chwilę puchar przechodni miałem w rękach. Przez chwilę. Hebel mi go odebrał kilogramem więcej. Łowił na górze z dwoma żółtodziobami, którzy – jak się okazało – więcej nałowili niż ich nauczyciel. Kuba na lewej burcie szkolił swoich „pierwszaków”. Walka się zaczęła. W końcu zawody to zawody! Łukasz na dziobie zaciął rybę równocześnie ze mną. Ja miałem 5,5 kg, on 6,5. Mój walczył pięknie, emocji było co niemiara. Jak sobie Łukasz radził nie wiem, ale było głośno. Szala zwycięstwa rozkładała się bardzo równomiernie, każdy choć przez chwilę był zwycięzcą. Po dwunastej jednak coraz częściej Kapsel z osęką zaglądał na rufę... Siedziałem tam z Filipem i raz po raz ciągnęliśmy dorszyka. Filip wyholował flądrę. Pilker na który się nadziała był chyba większy od niej, a grot kotwicy miała w pysku... Ja dostałem dwójeczkę, trójeczkę, wyrośniętego bolka czyli tak 1,5kg z hakiem, aż za którymś razem podcięcie i zamiast ja jego, to on mnie... Raz, drugi trzeci doginał szczytówkę do samego lustra wody. Mogłem jedynie zluzować nieco hamulec, na wypadek nagłego odjazdu we wrak. Czekałem na niego gdzieś w skrytości ducha. Przychodził od kilku lat nocami, nie dawał zasnąć, albo targał skurczem ramienia i śmiał się, że spóźniłem zacięcie. Jak potwór z Lochness, który niby jest ale nikt go nie widział... Ale jest! Czuję go na kiju, mój Passion go czuje. Przez chwilę byłem zły na siebie, że zlekceważyłem przeciwnika zakładając bądź co bądź spinningowy młynek i sandaczową linkę... Nabrałem otuchy, gdy dał się oderwać od mrocznych zakamarków żaglowca. Mozolnie pompuję, luzując jeszcze hamulec na wypadek odwrotu. Teraz mógł sobie próbować, był w połowie wody. Dał lekkiego nura, ale już bez impetu. Do powierzchni parł niechętnie, wolno kręcąc koziołki. Andrzej capnął osęką i z trudem podniósł szacując wagę. Posypały się gratulacje. Wielu przyszło na rufę zobaczyć. Skrzynka pod jego cielskiem wyglądała, jak dziecięca wanienka pod dupą dorosłego faceta. Musiałem chwilę odpocząć. Zmieniłem kopyto, bo z tego został strzęp. I dalej do wody! Ryby stały się kapryśne. Co pół godziny ktoś coś ciągnął, nie zawsze jednak z powodzeniem. Ustroiliśmy wraki pilkerami, główkami, przywieszkami... W końcu święta idą... Na kopytko brały regularnie. Za każdym dryfem miałem rybę. Wracamy na żaglowiec. Robi się ciemno. Dryf ostatniej szansy nie przyniósł przełomu. Rysiu daje trzy sygnały, z których najdłuższy, trzeci oznajmił koniec. Jeszcze dwa stuknięcia o dno... Na próżno. Wiedziałem, że pierwsze miejsce było moje z jedenastoma dorszami, że to był mój dzień, moje „pięć minut”, choć jako organizator zawodów czułem się z tego powodu dość niezręcznie... Zawijamy do portu. Po sklarowaniu sprzętu i wypatroszeniu ryb, odbyła się skromna uroczystość rozdania nagród. Podobnie, jak we wiosennych zawodach, osobno rywalizowali początkujący i zaawansowani. PASSAT 7 we współpracy z firmą ABRAMIS ufundowali dwie główne nagrody: multiplikator oraz wędkę mikado. Resztę nagród stanowił sprzęt wędkarski firmy SPRO i EXPERT, w tym kołowrotek SALTIX oraz wędka PRION POWER BOAT. Nie obyło się również bez skromnej pamiątki, którą tradycyjnie ozdabiamy drewniane wnętrze PASSATA7.

Zawody to rywalizacja, każdy facet musi rywalizować, bo ma to we krwi, ale to jest przede wszystkim zabawa ze sporą ilością pokory. Zawsze mam tę świadomość, że następnym razem mogę wrócić o kiju... Gniew oceanu czasami jest okrutny, tak jak gniew kogoś, kto przyjeżdża jedynie po mięso... Z takimi nie pływamy. Pozdrawiam i do następnej relacji w przyszłym roku.

Relacjonował Krzysztof Kamieński



Za udaną wyprawę serdeczne podziękowania składamy właścicielom LOK-u - za gościnę i przednią bibę, Armatorowi za pomoc w zdobyciu sponsora nagród, Rysiowi – z którym możemy płynąć na koniec świata i jeszcze dwie mile dalej – za znakomite powożenie, Kapslowi za osękę, cierpliwość i wyśmienitą zupę. Bydgoskie Towarzystwo Przyjaciół Passata7

Temat na forum
Komentarze
#1 | Gerd dnia styczeń 17 2008 13:12:58
Ty Krzychu jestes w czepku urodzonyCool
pozdrawiamShock
#2 | Emil65 dnia styczeń 17 2008 19:59:03
Dziękuje za relacje,przeczytałem z zaciekawieniem.
Moze mnie ktoś kiedyś tez skusi na taka wyprawęWink.
#3 | Ostry dnia styczeń 17 2008 22:45:28
Ajajaj, Krzysiu to farciarz w czepku urodzony!!! Jemu rybki biorą nawet na pusty hak. Zapraszam niezdecydowanych na wyprawy na morze. Kolejne zawody juz na horyzoncie!!!Shock
#4 | wojti80 dnia styczeń 19 2008 10:27:35
Jak to Rysiu z Passata mówił:
- "w piatek z rybą kibel w niedziele równiez a była w sobote ekipa Krzysia Kamieńskiego z Bydgoszczy warunki pogodowe takie same, te same łowiska, wszystko tak samo jak w piatek i niedziele z ta różnica że nastukali grubej ryby w "jajo""
Gratulacje ładnej rybki Krzysiu, i do zobaczenia w lutym w Jastarni.
#5 | Kubek dnia styczeń 20 2008 12:48:49
Pięknie napisane WinkPiękny okaz dorsza Cool. Może i ja w tym roku na dorsza się wybiorę kto wie.Wink
#6 | Kevin89 dnia styczeń 20 2008 22:14:08
Bardzo Ładnie napisze Po prostu świetnieWink kto wie może ja też się wybiorę na dorszyka w tym roku, zapomniałem graty za DorszaAngryCool
#7 | Frantic dnia styczeń 21 2008 21:25:50
Sukces jest taki słodki...
Bo jeszcze nigdy nie napisałem jak o kiju wracaliśmy, jak poza tym dwie wędki połamałem, młynek się rozwalił, dwie suszarki po drodze... ta mina żony, która jak ja moczyłem te wszystkie cuda, (które na tydzień przed zaśmiecały jej kuchnię) użerała się z dwójką małych bachorków... A tak było 1 czerwca 2007, w moje urodziny. Ale jakoś tak się złożyło, że wtedy się doczepiłem do innej grupy... Więc może mam trochę szczęścia? Kto wie...Pozdrawiam i dziękuję za sympatyczne komentarze! KrzyśWink
#8 | Pawel_1980 dnia sierpień 20 2008 17:47:57
Frown
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Panel informacji
Panel informacji -----------------
Aktualnie online
· Gości online: 5

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 15,506
· Najnowszy użytkownik: balbin85
Przetłumacz stronę

Losowa Fotka
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

Semi
23-10-2018 21:33
A klepiesz jeszcze coś tam w garażu ??

WOBLER-W1
23-10-2018 21:27
Dawno , dawno - długo mnie nie było . Człowiek goni za wiatrem i czasu na wszystko brak .

Semi
23-10-2018 21:13
Cześć Paweł. Pogoda to dzisiaj taka w sam raz na rybki, ale podobno nie ma złej aury, jest tylko źle ubrany wędkarz. Wink

Exodus
23-10-2018 21:02
Cze Wink Dawno Cie nie było Wink

WOBLER-W1
23-10-2018 20:55
Czołem . Dzisiaj byłem na rybkach idostałem wiatru a potem deszczu . Wink

Semi
23-10-2018 16:40
Siemka, ale dziś piękna pogoda. huha Dobrze, niech pada, będą grzyby rosły. Wink

Labedziak
23-10-2018 09:25
Witam Wink

Exodus
23-10-2018 07:52
Dowiedzieli się że poza wedkami, mają jeszcze inne narzędzia huha

Semi
22-10-2018 21:25
Oo to nam się wychowankowie forum zaczęli rozmnażać. Wink Gratuluję chłopaki. ouch

lberlinski
22-10-2018 19:38
Cześć WinkWitaj w klubie przyszłych ojców beer

48,930,405 unikalne wizyty Original Theme, Athos, by Thomas - Modified into Athos_Grey by Exodus