Wrzesień 22 2018 07:17:44
Nawigacja
· Regulamin forum
· Regulamin PZW
· Strona główna
· Forum wędkarskie
· Kontakt
· Szukaj
· Dla zalogowanych
· Administracja
· Prognoza pogody
Wędkarstwo
· Rekordy na pierwszy plan
· Ogólne
· Gruntowe
· Karpiowe
· Spławikowe
· Muchowe
· Spinningowe
· Podlodowe
· Morskie
· Opowiadania
· Gatunki ryb
· Jak złowić
· Łowiska wędkarskie
· Inne
· Wędkarska szkoła
Warto zerknąć
· Artykuły
· Sprzęt wędkarski
· Galeria i tapety
· Sklepy wędkarskie
· Statystyki strony
· Wymiana linkami
· Site map
Toplista rekordów wędkarskich
· Internetowe rekordy Polski
· Rekordy strony
Toplista
· Amur
· Bass
· Belona
· Boleń
· Brosma
· Brzana
· Certa
· Czarniak
· Dorsz
· Głowacica
· Halibut
· Jaź
· Jelec
· Jesiotr
· Karaś pospolity
· Karaś srebrzysty
· Karp
· Kleń
· Krąp
· Konger
· Leszcz
· Lin
· Lipień
· Łosoś
· Miętus
· Molwa
· Okoń
· Płoć
· Pstrąg Potokowy
· Pstrąg Tęczowy
· Pstrąg Źródlany
· Rdzawiec
· Rozpiór
· Sandacz
· Sieja
· Sum
· Szczupak
· Świnka
· Troć
· Węgorz
· Wzdręga
· Zębacz
Przyklej zdjęcie.
Wejdz na strone Kliknij Kliknij na : eigenes Bild anbringen Wybieramy zdjęcie z dysku. Nastepnie zaznaczamy: Ich bestätige...... Wpisujemy adres strony: Link ..... I klikamy na : Auf die pinnwand
Małą łódką na wielkie wraki
Pływanie dużym kutrem po wrakach przy normalnej pogodzie - czyli wieje ok. 4 Bft kończy się z reguły zaczepem. Dużo szczęścia ma ten, kto (bezwiednie) ominie przeszkody, linki, pozostawione przez nurków czy jakieś stare siaty rybackie. Dzieje się tak z kilu powodów.
Po pierwsze, łowiąc na wrakach należy albo zrezygnować z przywieszki (-ek) i zakładać sam pilker, albo łowić tylko na przywieszki, a zamiast pilkera doczepić na żyłce(50-100cm) ciężarek. Ten patent radykalnie obniży ilość zaczepów.
Drugim problemem jest zbyt szybki dryf łodzi. Da się łowić efektywnie do 0,3, góra 0,4 węzła. Szyper musi stanąć burtą do wiatru, bo inaczej wszyscy by się splątali i nie może korygować ustawienia statku.
Na małej łódce jest całkiem inaczej...
Umówiłem się z Wojtim80 o 4 rano. Frantic kołysał się leniwie przy portowej kei. Samotny musiał być w marinie; otoczony samymi wypasami wyglądał jak nie z tej bajki. No ja na jego miejscu tak właśnie bym się czuł, ale on był za dumny, dziobem podrygiwał jak zalotnik do siuśmajtki, bacząc z której strony dźgnąć.
Załadowaliśmy skromny ekwipunek, po dwie wędy, dwa kilogramy główek, 200 deko gum i jakieś 20 gramów agrafek, no i po dwa browary na twarz.
Yamaha cichutko popierdując, pomykała pomału między innymi statkami. Robienie fali w porcie nie należy do dobrych obyczajów, które niestety wraz z niektórymi wypasami przywędrowały. Rybacy byli już od godziny na wodzie. Wojtas, jak zwykle podniecony snuł opowieści o wiślanych sandaczach, połowach z plaży, multiplikatorach i Bóg wie jeszcze o czym...



Wszystkie tematy, byleby nie o dorszach, co by nie zapeszyć. Windguru pokazywało ledwie dwójkę zobaczymy jak będzie, przeddzień też niby dwójka miała wiać, a dawało nieźle do wiwatu, tak, że Frantic- biedak się trochę zmoczył. Jest w miarę OK, fala nie przekraczała 0,7m, tylko czasami zakulało mocniej. Do przeżycia.
Celem dzisiejszej wyprawy był FRANKEN. Niemiecki tankowiec, zbudowany na potrzeby Rzeszy, zbombardowany przez radzieckie lotnictwo wiosną 1945 roku. Z Jastarni mieliśmy w linii prostej ponad 13 mil (ok. 25 km).
Koło rezydencji naszego kochanego Prezydenta [*] tradycyjnie spuściliśmy się za śledziem. Wojti, jako pierwszy szprotkarz w trzeciej i czwartej, a potem znowu trzeciej Rzeczypospolitej, chciał zapolować na pomuchla tak jak to on tylko potrafi najlepiej - naturalnie i ekologicznie. A tu pudło. Śledź spał. Szkoda było czasu, jedziemy na FRANKENA przecież. Naprzeciw helskiej kopułki, która mnie kojarzy się z Sidney, a Wojtkowi z jakimś hotelem (nie mogę sobie przypomnieć z jakim) wypatrzyłem wrak na ploterze echa. Niewiele nadkładając drogi, za 5 minut byliśmy nad nim. Szkoda, że nie znam nazwy. Ustawiłem Frantica rufą do wiatru, gdyż fala trochę się uspokoiła i zjeżdżamy Gamakami z Relaksem w toń. Kilka podbić i następuje to, czego każdy wędkarz się spodziewa.

Na obydwu wędkach. Dzięki temu, że śruba pracuje na wstecznym, stoimy prawie w miejscu, a lekkie korekty położenia robię baz wyciągania przynęt. Kilkanaście minut i wiadra się zapełniają dorszem. Same samice*. Aż miło. (Dla tych, którzy nie wiedzą powiem, że ryby dzielą się na samice i całą resztę. Samice dla wędkarza są najcenniejsze, choć znam takich, którzy świadomie wybierają płeć odmienną od żeńskiej. Nie wiem jaką w tym widzą przyjemność, ale ich sprawa.)
Przez chwilę przeszła mnie myśl, że może zostać tutaj i nie szukać szczęścia gdzie nas nie ma? Wykorzystałem chwilę przerwy w braniach i zapadła decyzja, że jedziemy dalej. Zostało jakieś 6,5 mili, więc dobra godzina. Po drodze zatrzymaliśmy się na kolejnym wraku. To był mój wrak z opowieści Morze, FRANTIC i ja. Nie poznałem starego przyjaciela, który spoczywał na 40 metrach... Taki numer...Tu, gdzie dwa tygodnie temu nałowiliśmy, że Wojtas zamówił w SPA masaż ramienia, dzisiaj mogliśmy pomasować se głowę w miejscu nad oczami. OSTRY, Draniu! Przyznaj się, byłeś tu?? Szkoda gadać, jeden samczyk, powrócił z powrotem w odmęty. Wojti miał zawiedzoną minę. Walimy na FRANKENA. 4 mile. Tor już dawno został w tyle, a my płyniemy. Wojtka pomału dupa boli od skakania. Frantic nie ma litości. Twardo. -Daleko jeszcze? Tyle i pokazuję mu palcami odcinek 3 cm zdjęty z echosondy. -Daleko jeszcze? i tak do znudzenia, jak w Shreku, tyle, że Fiony nie było. Komórki straciły zasięg. Radio się zepsuło, jak je kiedyś zalało. Hel tracimy powoli z oczu. Patrzę się na Yamachę, ona na mnie, tak jakby chciała powiedzieć Spoko, damy radę...
Trochę zwolniłem, żeby się nie zgrzała. Morze zabierało raz po raz Wojtkowi cigarety, jak rękę z fajką wystawił nieopatrznie za burtę. W końcu mogłem mu zapowiedzieć, że niedaleko.



Franken tonąc przełamał się wpół. Rufa oddzielnie i dziób osobno, jakieś 80, może 100 metrów dalej. Część z rufą oznaczona jest dwiema niebieskimi bojami. Jest duży. Zatoczyłem nad nim koło, nie wiedząc od której strony się dobrać (tu nie dam żadnego porównania, bo wśród nas są niepełnoletni). Schodzimy. Patrzę na echo i czuję ten ogrom żelastwa. Ogarnia mnie strach na myśl, że miałbym zejść pod wodę... Po chwili wyciągam rybę. Głęboko i trzeba się napracować. Taki sobie ten dorsz; nie za duży i nie za mały, ale żadna rewelacja. Pędzimy na drugą część. Przerwa na papierosa. Wojtas od razu podchwycił. Dziób też dał jedna rybę. Muszę przyznać, że nie tego się spodziewałem po FRANKENIE.Pamiętam, ładnymi rybami darzył nas na PASSACIE. (Frantica pewnie nie znał...) Ale zawodu nie było. Franken ZALICZONY! Wracamy do domu! rzuciłem z takim patosem, jak w amerykańskim filmie, gdzie główny bohater już dawno nie miał prawa żyć, zbiera w sobie resztkę sił, aby zakończyć dzieło the happy-endem. Moja Japoneczka, wiernie doczepiona do Franticowej dupy, aż jęknęła, gdy ją szarpanką połechtałem, tak jak tylko Japoneczki potrafią - cichutko, z gracją, tak po japońsku.
Po drodze mamy Horna. U mnie w echu wrak figuruje jako Drewniak. Na pobliskim U-Bocie ktoś łowi. Horn tym razem też się nie popisał, uwolnił co prawda jedną dorszycę, ale spodziewałem się czegoś więcej. Słońce zaczęło palić niemiłosiernie, ostatnie browarne krople z trudem łagodziły upał. Palimy wrotki, Krzyś rzucił Wojti. Pociągnąłem więc za linkę i cała naprzód! Po drodze, na lewym trawersie niebezpiecznie szybko zbliżał się jakiś czerwony kuter, którego nie znałem, zdołałem jednak przejechać mu przed dziobem, bez ryzyka stworzenia sytuacji niebezpiecznej. Cały statek czerwony, jak wóz strażacki, tyle, że wędkarzy woził. Jak się potem okazało, powoził nim bardzo OSTRY szyper, więc chyba dobrze, że mu w drogę nie wszedłem. (pozdrowienia, OSTRY, na drugi raz będę wiedział, jak Twoja OSP wygląda i wpadnę na kawę.) No, nie byłbym sobą, gdybyśmy nie przejechali po wraku, od którego zaczęliśmy. I to był jeden z tych błędów, który każdy zachłanny emocji wędkarz robi. Nie ma umiaru. Natłukliśmy pomuchla dwa wiadra z 4,5 kg samicą, pięknie ubarwioną. Mewy gdzieś przespały patroszenie. Zaspane przyleciały, poniewczasie. Smakowite flaczki, pełne wszy morskiej, szprotki i jakiegoś paskudnie śmierdzącego badziewia, poszły na dno, jedynie gdzieniegdzie pływała tłusta wątróbka, na którą rzucały się jakby od niechcenia. Poprzewracało im się z dobrobytu czy jaki ciul? Bywało, że w locie łapały, a tu jakbym truciznę zapodawał... Słońce łupie po skórze i niestety po rybach. Bez chłodni ciężko jest cały dzień utrzymać rybę w odpowiednim stanie. Wypuszczanie dorszy złowionych z 50 metrów... Wypuszczanie dla zasady - też nieetyczne, w końcu ryba to też Stworzenie Boże i należy się jej szacunek.......Nie mamy wpływu na to, co nam się podhaczy, dlatego dobrze jak okażemy litość dzieciom i starcom, ale promowanie zasady złów i wypuść czyli inaczej mówiąc łowienie tylko dla zaspokojenia swoich potrzeb emocjonalnych, podniesieniu poziomu adrenaliny, w moim odczuciu etyczne nie jest. Zdaję sobie sprawę, że natura tej darowizny jest bardzo delikatna i nie zawsze jednoznaczna. Nie piszę więc, że każdą złowioną rybę należy zabrać do kuchni. Apeluję tylko o szacunek dla Stworzeń, które odczuwają ból, chorują, cierpią i z pewnością nie chcą być zabawką w naszych wiecznie spragnionych przygód rękach. Bez nas one sobie doskonale poradzą, my bez nich - niekoniecznie.
Trochę zboczyłem na koniec, a widać już Jastarniany Kościół pokryty zzieleniałą ze starości (miedzianą) blachą. Trochę żal mi się zrobiło na widok dwóch wiader ryb, których wiem, że za chińskiego boga nie dowiozę w tej temperaturze do domu. Przy kei zauważyliśmy bosmana. Lubił chłop zjeść, oj, lubił, a my kłopot mieliśmy rozwiązany.

*samica - ryba, która bierze do buzi Pfft (cyt. za Wojtim80)

Temat i pozostałe zdjęcia na forum

Wszelkie prawa do całej zawartości Serwisu internetowego www.narybki.net jak i www.narybki.vot.pl są zastrzeżone. Użytkownik ma prawo do pobierania oraz drukowania całych stron lub fragmentów . Żadna część Serwisu nie może być w celach komercyjnych kopiowana w całości lub części, transmitowana elektronicznie lub w inny sposób, modyfikowana, linkowana lub wykorzystywana - bez uprzedniej zgody autora tekstu, lub serwisu narybki.net.
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Panel informacji
Panel informacji -----------------
Aktualnie online
· Gości online: 4

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 15,506
· Najnowszy użytkownik: Cracuagmaneence
Przetłumacz stronę

Losowa Fotka
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

Labedziak
22-09-2018 06:21
Witam Wink Jade zaraz do lasu zobaczyć, co tam słychać. Ale jest sucho, to nadziei nie ma (---

Labedziak
21-09-2018 21:42
Pofrunęło (T)

stan2010
21-09-2018 21:41
Namolny ufol Kij

Abramis
21-09-2018 19:33
Cześć Wink

MatiQ
21-09-2018 19:11
50cio godzinna zasiadka dobiegła końca ?1!

Semi
21-09-2018 18:27
Dawaj, dawaj, nie wstydź się. Wink

krzysiu wedkarz
21-09-2018 13:39
To jeszcze nie koniec zgłoszeń karpi Pfft

MatiQ
21-09-2018 12:31
Cześć Wink

Semi
21-09-2018 12:23
Już poleciało. Wink

stan2010
21-09-2018 10:58
Cześć Wam, jakieś ufo wylądowało Kij

48,549,640 unikalne wizyty Original Theme, Athos, by Thomas - Modified into Athos_Grey by Exodus