Październik 24 2018 03:03:14
Nawigacja
· Regulamin forum
· Regulamin PZW
· Strona główna
· Forum wędkarskie
· Kontakt
· Szukaj
· Dla zalogowanych
· Administracja
· Prognoza pogody
Wędkarstwo
· Rekordy na pierwszy plan
· Ogólne
· Gruntowe
· Karpiowe
· Spławikowe
· Muchowe
· Spinningowe
· Podlodowe
· Morskie
· Opowiadania
· Gatunki ryb
· Jak złowić
· Łowiska wędkarskie
· Inne
· Wędkarska szkoła
Warto zerknąć
· Artykuły
· Sprzęt wędkarski
· Galeria i tapety
· Sklepy wędkarskie
· Statystyki strony
· Wymiana linkami
· Site map
Toplista rekordów wędkarskich
· Internetowe rekordy Polski
· Rekordy strony
Toplista
· Amur
· Bass
· Belona
· Boleń
· Brosma
· Brzana
· Certa
· Czarniak
· Dorsz
· Głowacica
· Halibut
· Jaź
· Jelec
· Jesiotr
· Karaś pospolity
· Karaś srebrzysty
· Karp
· Kleń
· Krąp
· Konger
· Leszcz
· Lin
· Lipień
· Łosoś
· Miętus
· Molwa
· Okoń
· Płoć
· Pstrąg Potokowy
· Pstrąg Tęczowy
· Pstrąg Źródlany
· Rdzawiec
· Rozpiór
· Sandacz
· Sieja
· Sum
· Szczupak
· Świnka
· Troć
· Węgorz
· Wzdręga
· Zębacz
Przyklej zdjęcie.
Wejdz na strone Kliknij Kliknij na : eigenes Bild anbringen Wybieramy zdjęcie z dysku. Nastepnie zaznaczamy: Ich bestätige...... Wpisujemy adres strony: Link ..... I klikamy na : Auf die pinnwand
Potokowiec (3 miejsce w konkursie.)
Przygotował Beny

Potokowiec

Jak co roku przyszła niezmiennie wiosna i co za tym idzie moja ulubiona pora na wyprawy w poszukiwaniu pięknej i szlachetnej ryby, jaką z pewnością jest pstrąg. Wydawać się by mogło, że moje miejsce zamieszkania nie sprzyja pstrągowaniu jednak niewiele osób wie, że podlaskie rzeczki potrafią obdarować nas pięknymi rybami nawet powyżej 60cm.
Te niewielkie i na pierwszy rzut oka wiele nie obiecujące łowiska znalazły swoje miejsce w moim sercu już jakiś czas temu i za nic nie uda mi się ich z niego pozbyć. Widziałem wiele niemal książkowych miejsc na pstrąga na rzekach południowej Polski, urzekły mnie nieskazitelnie czyste i urokliwe litewskie rzeki, ale zawsze najchętniej myślę i wracam do tych niewielkich rzeczek, które malowniczo płyną mistycznymi podlaskimi lasami.

Tego dnia wstaliśmy z przyjacielem około godziny 3 nad ranem, by w nocnej ciszy spakować plecaki i spotkać się przy aucie. Zaparzając w kuchni herbatę do termosu i wciskając ćwiartkę cytryny spojrzałem przez okno. Noc była bardzo spokojna, niebo czyste a w powietrzu unosiło się podekscytowanie. Ostatni raz spojrzałem nerwowo na termometr za oknem, by później przeanalizować warunki i w przypadku klęski móc wyciągnąć wnioski przy kolejnej eskapadzie.
Chwyciłem plecak z ekwipunkiem oraz mój niezawodny kij Kongera World Champion Turbo 2,70 z przykręconym kołowrotkiem Team Dragon 935 i wyszedłem po cichutku, na paluszkach z domu, by nie zbudzić reszty domowników.
Przy aucie jak zwykle musiałem odczekać chwilę na kompana, lecz nie złościło mnie to a wręcz przeciwnie. Małe spóźnienie to już norma na naszych wyprawach.
Mija koło 5 minut zanim Pojawił się Michał. Z wielkim uśmiechem na twarzy i sprzętem w jednej ręce uścisnął rękę i bez słowa zapakował swoje manatki do bagażnika.
Wsiedliśmy szybko do auta i w tym momencie dopiero padło pierwsze słowo "Cześć!". Upewniłem się jeszcze czy kompan niczego nie zapomniał, po czym odpaliliśmy wóz i ruszyliśmy nad niewielką górską rzeczkę oddaloną o 30 km od miejsca naszego zamieszkania.

W drodze wstępnie ustaliliśmy plan dzisiejszego łowienia i jak to bywa pochwaliliśmy się nowymi przynętami.
Po 20 minutach jazdy dobijaliśmy do naszego punktu startowego znajdującego się na końcu leśnej drogi, która prowadziła na piękną łąkę, przez którą płynął cel naszej podróży.
Wysiedliśmy i już praktycznie bez słowa rozłożyliśmy wędki. Wokół panowała jeszcze ciemność, jednak wstające leniwie słońce dawało o sobie powoli znać. Rozejrzałem się w kierunku łąki tak, jakbym chciał upewnić się i nacieszyć tym widokiem jednocześnie.
Nasze wyprawy na pstrąga zawsze różniły się od zwykłych wypraw wędkarskich, gdzie łowca po prostu po raz kolejny bierze wędkę, przynęty i idzie nad tą samą wodę bez większych emocji. Te specyficzne pstrągowanie miało w sobie coś magicznego. Coś co sprawiało, że przedzierając się przez krzaki, skacząc nad bobrzymi dziurami, czy skradając się na kolanach upaćkany w błocie byłem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Z pewnością wiele osób by spojrzało na nas jak na idiotów, lecz gdy jechałem na pstrągi to mnie to nic nie obchodziło.
Ustaliliśmy, że ze względów bezpieczeństwa będziemy maszerować razem. Chwyciliśmy sprzęt, zamknęliśmy auto i wyruszyliśmy na łowy...
Teren nad wodą odstraszał skutecznie innych wędkarzy, dlatego też lubiłem ten odcinek. Miałem pewność, że nikt przed chwilą nie przedeptał miejsca i nie spłoszył mi ryb.
Woda w tym miejscu często wylewała, podtapiając drzewa i cały teren stał się średnio stabilny, bardzo często bagnisty a jedyną opcją dojścia na kolejny zakręt było najczęściej niemal cyrkowe przechodzenie po powalonych drzewach.
Wydawać się by mogło, że w takich warunkach łowienie pstrągów jest niemal niemożliwe, bo przecież w małych rzekach ryba ta staje się niemal nieuchwytna gdy usłyszy pękający patyczek na brzegu, bądź jakąkolwiek wibrację niestabilnej gleby. Jednak nie ma nic za darmo!

Z doświadczenia i z opowieści paru zaufanych kolegów po kiju, którzy zapuścili się parę razy w ten rejon wiedziałem, że ładne kabany upodobały sobie właśnie ten bardzo trudno dostępny rewir. Pewnie dlatego, że znudzone zostały odcinkami, gdzie co chwila początkujący pstrągarze nieostrożnie płoszyli ryby z łowisk i po prostu popłynęły dalej, by znaleźć chwilę spokoju.

Ruszyliśmy z Michałem w górę rzeki. Po paru minutach wyglądaliśmy już jak byśmy się obrzucali błotem. Bardzo ostrożnie podchodziliśmy naprzemiennie na kolejne ciekawe miejsca, a tych tutaj nie brakowało. Mało tego, że brzeg jest bardzo trudny, to także w wodzie czekało na nas wiele utrudnień w postaci zwalonych drzew, rynien, sporo wypłyceń i mnóstwa zaczepów w których czaiły się rybki dla których tak się poświęcamy.
Charakterystyka rzeki na pierwszy rzut oka nie przypomina typowej, południowej, górskiej rzeki. Nie znajdziemy tu zatopionych kamieni, nie znajdziemy bystrzyn, nie uraczymy też progów spiętrzających wodę... Głębokość rzeczki waha się od około 1,5 metra w głębokich rynnach na zakrętach do nawet około 30cm na wypłyceniach, których jest co nie miara.



Dochodzimy do pierwszego zakrętu. Rzeka w tym odcinku utworzyła głęboką rynnę z ciemniejszą wodą i dnem. Woda wpływa w zakręt z pełnym impetem po czym musi zakręcić o jakieś 60 stopni. Staję pierwszy na wylocie z zakola, przykucam i po cichutku zakładam 4 cm naturalnie ubarwionego woblerka w kolorze pstrąga. Na szpuli nawiniętą mam żyłkę 0.20 ze względu na to, że rzeka ma szerokość maksymalnie 6-8 metrów i w razie zapięcia ładnej ryby trzeba ją jak najsprawniej podprowadzić, by ta nie wpłynęła w zaczepy bądź konary, których jest tu mnóstwo.
Wiatr od samego rana nie daję się zupełnie we znaki a słońce coraz śmielej oświetlało piękną puszczę. Postanowiłem zarzucić przynętę. Woda wydawała się być także spokojna i tylko pojedyncze świergoty ptaków zakłócały niemal idealną ciszę. Nie miałem brania.
Kolejny rzut także nie przyniósł wyników podobnie jak i kilkanaście późniejszych. Pomyślałem "kurczę, może to nie ten dzień, nie ta pogoda?", ale od razu mimowolnie zaprzeczyłem sam sobie, bo wewnątrz mojej wędkarskiej duszy czułem, że coś wisi w powietrzu...
Mój kompan bezszelestnie przedzierał się dalej i pewnie jest już dobrych parę set metrów wyżej, więc nie tracąc czasu chciałem go dogonić i wyprzedzić w poszukiwaniu kolejnego miejsca.
Wędrując po mokrych drzewach co chwilę rozglądałem się po mrocznym i zaskakująco cichym lesie. Coś jakby wisiało w powietrzu i zacząłem się obawiać czy przypadkiem to nie będzie nic złego...
Po paru minutach marszu zauważyłem Michała, który zamaskował się przy drzewie i zza krzaczka podawał obrotówkę koło położonego wyżej pnia..
Jak się później okazało z pod tego pnia miał wyjście niewielkiego pstrąga, jednak ryba nie zdecydowała się na skosztowanie wabika.

Około 150 metrów dalej na prostym odcinku rzeki zauważyłem powalone do wody drzewo, które dolna częścią spowolniało nurt. W miejscu gdzie nurt zakręcał się niczym bączki z czasów dzieciństwa przez polary dostrzegłem piękny dołek tuż pod samym brzegiem.
Bardzo cicho odcinek do najbliższego drzewa położonego poniżej upatrzonego miejsca pokonałem na kolanach nie zwracając uwagi na błoto i mchy.
Wiedziałem, że dotarcie do dogodnej pozycji to połowa sukcesu, teraz czekała mnie druga połowa, czyli dobre zaprezentowanie przynęty.
Pierwszy rzut na odległość około 9 metrów skierowany był pod samo drzewo. Od razu rozpocząłem zwijanie i czekałem na efekty. Niestety pierwszy rzut jak i drugi efektów nie przyniósł, więc postanowiłem zmienić przynętę na "krakuska" z ciemnym grzbietem i jasnym brzuszkiem.
Powtórzyłem niemal identycznie rzut, pierwszy obrót korbką i nagłe szarpnięcie wędką.... Bez wahania zacinam i czuję, że coś siedzi! Tętno momentalnie przyśpieszyło do granic wytrzymałości a adrenalina od razu postawiła mnie na nogi!
Staram się za wszelką cenę podciągnąć rybę, jednak moje działania nie przynoszą efektu. Mało tego ! Ryba zaczęła wybierać żyłkę z kołowrotka i postanowiła uciekać w górę rzeki...Pech chciał, że akurat pod wcześniej wspomniane drzewo. Niestety nie mogłem jej powstrzymać, ponieważ hamulec miałem i tak delikatnie mocniej podkręcony. Cały czas czując niezwykłe pulsacyjne próby ucieczki ryby mijały kolejne minuty mojej bezradności. Nie pozostawało mi nic innego jak trzymać napiętą żyłkę i czekać, aż ryba postanowi spłynąć niżej. Ona jednak nie chciała za nic spełnić moich życzeń i ciągnęła linkę dalej...



Zobaczyłem duże fale na wypłyceniu 10 metrów powyżej zatopionego drzewa. W tym momencie zwątpiłem na udany hol i powoli traciłem nadzieję. Stałem tak przez jakieś 15 minut, w tym czasie zdążył przybiec do mnie mój kompan, któremu podobnie jak i mnie adrenalina poprawiła samopoczucie. Dokręciłem z bólem serca hamulec w kołowrotku o kolejne 2 ząbki i kolejne... Robiłem to niezwykle niechętnie i wiedziałem, że za chwilę nastąpi ten moment, w którym moja kultura słowa schowa się gdzieś daleko a uśmiech i podniecenie zamienią się w mgnienia oku w rozpacz i zwątpienie.
Wtedy Michał podszedł w górę rzeki by zobaczyć gdzie schowała się rybka, która przysporzyła nam tylu emocji. Gdy próbował ją wypatrzyć niechcący ją spłoszył i ryba niczym torpeda zaczęła kierować się ku mnie. Bardzo zadowolony z przebiegu sytuacji starałem się napinać żyłkę i w miarę możliwości nie odpuszczać rybie. Swój powrót zakończyła pod drzewem pod którym zaatakowała wobler. Stanęła w miejscu i w pewnym momencie pokazała nam chyba najpiękniejszy "młynek" jaki w życiu widziałem!
Ukazał nam się piękny, tłusty pstrąg! Wtedy też pierwszy raz zobaczyłem ją w całej okazałości i tętno ponownie wrzuciło najwyższy bieg.
Kolejne 5-10 minut wypełniało przytrzymywanie ryby w miejscu, amortyzowanie jej "bączków" i "młynków", które już nie były tak pokazowe jak ten pierwszy. Ryba podobnie jak ja szybko słabła. Jej próby ucieczki nie były już tak silne i pozwalała podprowadzić się coraz bliżej i bliżej. Michał zerwał podbierak na magnetycznym klipsie i powoli włożył obręcz do wody, by nie wystraszyć kropka.
W końcu przy 2 próbie podebrania ryba znalazła się w miękkiej siatce i z małym trudem kompan wyciągnął ją na brzeg. Odłożyłem kij i od razu wyciągnąłem miarkę z kieszeni kamizelki.

Przyłożyłem- 51 cm! Byłem szczęśliwy jak małe dziecko, ponieważ to mój największy i najpiękniejszy okaz potokowca. Przyszedł więc czas na sesje fotograficzną... Poprosiłem Michała, by cyknął mi pamiątkową fotkę. Złapałem dumnie rybę pod brzuch i czekam na zdjęcie.
Towarzysz wyprawy szukając nerwowo po kieszeniach aparatu w końcu opuścił ręce i zrezygnowany stwierdził "nie wziąłem..."
Jedynym wyjściem było więc pstryknięcie fotki telefonem, jednak jakość tego zdjęcia nie była nawet "podstawowa". Nie rozpaczałem, bo zawsze lepsze to niż nic.

Od razu po zdjęciu wszedłem z kabanem do wody, by go wypuścić. Przepłukiwałem mu woda skrzela by "nabrał oddechu" jednak z sekundy na sekundę wyglądało to coraz gorzej. Ten wielki wysiłek był jednak zbyt dużym ciężarem dla tej pięknej ryby i za nic nie chciała powrócić do swojej formy odwracając się jednocześnie brzuchem do góry. Nie widząc rokowań na samodzielne odpłynięcie postanowiłem zabrać rybkę do domu.

Połowiliśmy tego dnia jeszcze jakieś 30 minut podczas których Michał złapał 35 cm kropeczka i jednogłośnie podjęliśmy decyzję, by wracać do domu.
Wracając tym samym, błotnisto- bagiennym szlakiem po raz kolejny zerkałem co chwilę w głębię lasu, jednak teraz o dziwo drzewa wydawały się być mniej straszne i wesoło kiwały się pod wpływem delikatnego wiatru wiejącego z zachodu.
Podniecony jeszcze w końcu dotarłem z kompanem do auta, usiedliśmy na trawce w kierunku wiosennego słoneczka i na spokojnie już wypiliśmy gorąca herbatę z cytryną i zjedliśmy kanapki, które smakowały tak jak zawsze smakują nam na naszych pstrągowych wyprawach, czyli niesamowicie dobrze.

Po powrocie do domu już swoim aparatem zrobiłem parę pamiątkowych zdjęć. Po kąpieli usiadłem w fotelu przed wyłączonym telewizorem, westchnąłem głęboko i pomyślałem sobie "kocham te nasze podlaskie, pstrągowe rzeczki!"

Dodane zdjęcia rzeki zostały zrobione już przy następnej wyprawie :)

Temat na forum

Wszelkie prawa do całej zawartości Serwisu internetowego www.narybki.net jak i www.narybki.vot.pl są zastrzeżone. Użytkownik ma prawo do pobierania oraz drukowania całych stron lub fragmentów . Żadna część Serwisu nie może być w celach komercyjnych kopiowana w całości lub części, transmitowana elektronicznie lub w inny sposób, modyfikowana, linkowana lub wykorzystywana - bez uprzedniej zgody autora tekstu, lub serwisu narybki.net.
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Panel informacji
Panel informacji -----------------
Aktualnie online
· Gości online: 4

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 15,506
· Najnowszy użytkownik: balbin85
Przetłumacz stronę

Losowa Fotka
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

Semi
23-10-2018 21:33
A klepiesz jeszcze coś tam w garażu ??

WOBLER-W1
23-10-2018 21:27
Dawno , dawno - długo mnie nie było . Człowiek goni za wiatrem i czasu na wszystko brak .

Semi
23-10-2018 21:13
Cześć Paweł. Pogoda to dzisiaj taka w sam raz na rybki, ale podobno nie ma złej aury, jest tylko źle ubrany wędkarz. Wink

Exodus
23-10-2018 21:02
Cze Wink Dawno Cie nie było Wink

WOBLER-W1
23-10-2018 20:55
Czołem . Dzisiaj byłem na rybkach idostałem wiatru a potem deszczu . Wink

Semi
23-10-2018 16:40
Siemka, ale dziś piękna pogoda. huha Dobrze, niech pada, będą grzyby rosły. Wink

Labedziak
23-10-2018 09:25
Witam Wink

Exodus
23-10-2018 07:52
Dowiedzieli się że poza wedkami, mają jeszcze inne narzędzia huha

Semi
22-10-2018 21:25
Oo to nam się wychowankowie forum zaczęli rozmnażać. Wink Gratuluję chłopaki. ouch

lberlinski
22-10-2018 19:38
Cześć WinkWitaj w klubie przyszłych ojców beer

48,931,094 unikalne wizyty Original Theme, Athos, by Thomas - Modified into Athos_Grey by Exodus